sobota, 26 października 2013

Rozdział 1

Rozdział 1

wtorek,3 września 2013
Oczami Nialla
Obudziłem się za pomocą budzika.Rozejrzałem się po "moim" pokoju.W sumie to nawet się tu zadomowiłem.Mówiąc "tu" mam na myśli ośrodek rehabilitacyjny.Jeszcze pięć dni...Pięć ciężkich i monotonnych dni.Codziennie to samo.Pobudka,ćwiczenia,ćwiczenia i chwila odpoczynku z gitarą w ręku.Moje przemyślenia przerwał tak bardzo mi znany damski głos.
-Niall obiecałeś...
-Tak wiem.No ale cóż.Przyciągasz mnie tutaj.-Dziewczyna się cicho zaśmiała.
-Urok osobisty.-Oboje się zachichotaliśmy.
-Jak Ci minął urlop?-Zapytałem wstając z łóżka.
-Było...Ej,a skąd wiedziałeś?-Oparła ręce na biodrach i spojrzała na mnie podejrzliwie.
-Użyłem swojego uroku osobistego.-Skierowałem się do łazienki.Wziąłem prysznic,a następnie ubrałem szare dresy i żółtą,luźną koszulkę z nadrukiem.Włożyłem na nogi czarne Conversy i zabrałem się do układania włosów.Zrobiłem to dość szybko ze względu na Barbarę czekającą na mnie w sali.Ostatni raz sprawdziłem czy włosy są dobrze ułożone i wyszedłem z łazienki.
-Dłużej się nie dało?
-Oj nie denerwuj się.Poza tym to i tak było szybko.Nawet nie wiesz ile mi to zajmuje normalnie.A tym bardziej kiedy gdzieś wychodzę więc nie masz o co się bulwersować Barbie.
-Nie mów do mnie Barbie.Mam imię.
-Słodko wyglądasz jak się wkurzasz.Barbie.-Zaśmiałem się i oberwałem poduszką.
-A teraz zbieraj tyłek i idziemy na śniadanie.-Powiedziała i wspólnie pokierowaliśmy się do celu.Jak zawsze usiadłem z nią prze jednym stoliku.Barbara była tutaj stażystką.Jest tutaj od roku i bardzo się z nią zżyłem podczas moich pobytów tutaj.Chwile ciszy przerwał zachrypnięty głos dziewczyny.
-Za tydzień kończy mi się staż...
-Nie bój się.Jesteś tu najlepsza,pacjenci Cię lubią.Na pewno podpiszą z tobą umowę o pracę.
-Mówisz tak dlatego,że się przyjaźnimy.
-Mówię tak bo to prawda.-Barbara już się nie odezwała do końca posiłku.Powolnym krokiem skierowałem się na salę gdzie miały odbyć się ćwiczenia.

Oczami Liama
Obudził mnie dźwięk budzika.Byłem w obcym miejscu.Podobno sny w nowych miejscach się spełniają.Co mi się śniło?W moim śnie była piękna dziewczyna z kręconymi włosami.Miała piękny uśmiech i oczy.Niestety kiedy miała powiedzieć swoje imię zadzwonił ten przeklęty budzik.Pogodziłem się z losem i otworzyłem powieki.Wstałem i skierowałem się do łazienki.Wziąłem prysznic i ubrałem naszykowane wcześniej czarne rurki,biały T-shirt i czerwoną koszulę,którą pozostawiłem rozpiętą.Zawiązałem sznurówki czerwonych Conversów i sprawdziłem czy moje włosy były dobrze ułożone i wyszedłem z łazienki.Sprawdziłem godzinę i schowałem telefon ze słuchawkami do kieszeni i biorąc torbę zszedłem na dół.Mieszkałem u mojej cioci.Wyjrzałem za okno.To nie było już to samo co Miami na słonecznej Florydzie.Zdecydowanie nie.To była Atlanta w stanie Georgia.Westchnąłem i wkroczyłem do kuchni skąd dochodził zapach kawy i świeżego pieczywa.Przywitałem się i odkładając torbę usiadłem za stołem.Zjadłem kanapkę i wypiłem kawę.Spojrzałem na zegarek.Podniosłem torbę z podłogi i wstałem z krzesła.Posłałem cioci serdeczny uśmiech i rzuciłem szybkie "Do zobaczenia" i wyszedłem z domu.Moją twarz otuliło chłodne powietrze.Włożyłem słuchawki do uszu i skierowałem się w stronę szkoły.Po kilku minutach moim oczom ukazał się potężny budynek.Wyjąłem słuchawki i schowałem je do torby.
-Wow...-Powiedziałem sam do siebie.
-Imponujący,no nie?-Usłyszałem damski głos,który był mi znajomy jednak nie wiedziałem skąd.Lekko się wzdrygnąłem i szybko odwróciłem się w stronę dziewczyny.Moje oczy rozszerzyły się gdy zobaczyłem te piękne loki,uśmiech,oczy i tą anielską twarz.-Wiem,że piękna nie jestem,ale aż taka straszna,że zbladłeś?-Zachichotała,a ja otrząsnąłem się ze swoich marzeń.
-Nie.To znaczy tak.Znaczy...Jesteś idealna.Ale...Nie,nie ma żadnego "ale" tylko...Jestem idiotą.-Gubiłem się we własnych słowach.Co ona ze mną zrobiła..
-A ja jestem Danielle.-Zaśmiała się i wyciągnęła w moją stronę dłoń.
-James.Znaczy Liam.Nie,nie,nie.Wróć.Jestem Liam James,ale wystarczy Liam.-Dziewczyna zaśmiała się.
-Będziemy u tak stać czy wejdziemy do szkoły?
-Jasne.Chodź.-Nastała niezręczna cisza.Postanowiłem ją przerwać z nadzieją,że nie palnę nic głupiego.-Jesteś stąd?
-Tak,a ty?
-Jestem z Miami.To znaczy urodziłem się w Wielkiej Brytanii,ale od trzech lat mieszkam na Florydzie.
-Zawsze chciałam odwiedzić Miami.Jak tam jest?
-Cudownie.Słoneczna pogoda,piękne plaże,przemili ludzie.Nie żałuję,że się tam przeprowadziliśmy.Przypadek chciał,że cztery inne osoby też się tam przeprowadziły i odmieniły moje życie na zawsze.
-Chciałabym mieć takich przyjaciół na zawsze.Jak to jest mieć taką swoją paczkę przyjaciół,chodzić z nimi na imprezy i tak dalej??
-Najważniejsze jest to,że zawsze się wspieramy.Niall,Louis,Zayn i Harry są odrobinę irytujący,ale takich ich lubię.Nie chodzimy na imprezy.To znaczy ja i Niall nie chodzimy.Louis,Harry i Zayn co tydzień chodzą na jakieś imprezy.-Przepuściłem ją w drzwiach i weszliśmy do budynku.W środku wyglądał jeszcze lepiej.Ściany ozdabiały dyplomy i gabloty z pucharami oraz medalami.Wszystko było perfekcyjne.Całość zapierała dech w piersiach.Po chwili zachwycania się wnętrzem doszliśmy do naszych szafeczek.Cieszyłem się,że jestem z Danielle w jednej klasie.Przynajmniej kogoś znam.
-Opowiedz mi o każdym z nich po kolei.-Powiedziała chowając nie potrzebne książki do wnętrza blaszanej szafki.
-Skoro chcesz...Po kolei:Niall Horan pochodzi z Irlandii.Gra na gitarze i pisze piosenki,ale prawie nikt o tym nie wie.Louis Tomlinson jest dwa lata starszy i uwielbia marchewki.Zayn Malik jest wybuchowy i lubi imprezować.Harry Styles śpiewa,ale też nie lubi o tym mówić.Imprezuje razem z Zaynem.
-A ty?
-Liam Payne boi się łyżek.
-Co?
-Boję się łyżek.-Powtórzyłem,a dziewczyna wybuchnęła śmiechem.
-Co zrobiły Ci te biedne łyżki?
-Nie wiem.Tak jakoś.To teraz powiedz mi coś o sobie.
-No więc jestem Danielle Peazer i mam dosyć już tej nudnej Atlanty.Ja chcę do Miami,albo do Londynu.Chociaż nie.Londyn jest zbyt deszczowy.Ale Miami,czemu nie.-Pokierowaliśmy się pod salę i kiedy dziewczyna chciała po raz kolejny o coś zapytać przerwał jej dzwonek na lekcje i przymus wejścia do sali.Nauczyciel usadził nas według własnego pomysł.Siedziałem w pierwszym rzędzie w ostatniej ławce,a Dan w trzecim rzędzie w ostatniej ławce.Kiedy profesor zaczął omawiać sprawy organizacyjne zacząłem obserwować Danielle.W pewnym momencie odwróciła głowę w moją stronę i uśmiechnęła się.Kiedy nauczyciel powiedział,że musimy okazywać mu szacunek,Dan wywróciła oczami na co cicho się zaśmiałem.Zakryła się dłonią tak aby nie było widać jej twarzy od strony nauczyciela i zaczęła go przedrzeźniać robiąc przy tym głupie miny.Po kilku minutach znudziło jej się to więc zaczęła składać origami.Ja natomiast wyjąłem kostkę Rubika z torby i zacząłem ją pod ławką układać.Profesor wyglądał na faceta ze słabym wzrokiem.Miał kozią bródkę i okulary ja Harry Potter.Po kilku minutach gdy kostka była już ułożona spojrzałem na Danielle i prawie wybuchnąłem śmiechem.Na jej ławce ustawiona była cała armia ludzików,koników,żurawi i innych efektów składania papieru,których nie potrafiłem nazwać.Ich autorka z kolei bawiła się jednym z koników.Ponownie na mnie spojrzała i szeroko się uśmiechnęła.

Oczami Louisa
Z trudem otworzyłem powieki i wyłączyłem budzik.Wczoraj po przyjeździe do Jackson w stanie Missisipi byłem tak padnięty,że nie poznałem nawet mojego współlokatora.Zdecydowałem się na całoroczną wymianę uczniowską i coraz częściej zastanawiam się czy to nie był błąd.Z daleka od rodziny i przyjaciół.Podobnie jak Liam tyle,że on mieszka u ciotki.Przypomniały mi się słowa babci o tym,że sny w nowych miejscach się spełniają.Co mi się śniło?Marchewki.Zaśmiałem się pod nosem i skierowałem do łazienki.Pomieszczenia robiły niesamowite wrażenie.Przejrzałem się w lustrze.Wyglądałem co najmniej fatalnie.Wziąłem prysznic,a następnie założyłem czerwone rurki i biały T-shirt w poziome paski.Założyłem czarne,krótkie Conversy i ogarnąłem włosy.Gdy byłem zadowolony z efektu wyszedłem z łazienki.Z torbą na książki skierowałem się na dół gdzie czekało już śniadanie.Przywitałem się z domownikami i zasiadłem za stołem.Nie zauważyłem mojego współlokatora.
-A gdzie ta druga osoba?
-Jeszcze śpi.Dzisiaj nie idzie na zajęcia ponieważ całą noc wymiotowała.-Kiwnąłem głową na znak,że rozumiem.
-Przepraszam,ale czy mają państwo może marchewki?-Zapytałem grzecznie.
-Owszem.-Przytaknęła kobieta i podała mi pudełko marchewek.-Przepraszam,ale totalnie zapomniałam,że je uwielbiasz.A przynajmniej tak pisało w twojej karcie.
-Zgadza się.-Potwierdziłem i zacząłem zajadać się warzywem.Po zjedzeniu dwóch marchewek stwierdziłem,że jestem już najedzony.Oczywiście pani Spark nalegała abym zjadł coś jeszcze,ale uciąłem dyskusję żegnając się i wychodząc z domu.Powolnym krokiem szedłem w stronę szkoły.Koło tego budynku spotkałem wiele osób z wymiany.Równo o ósmej zaczęliśmy zwiedzać budynek.
     Odłożyłem torbę na podłogę i podążyłem do łazienki.Po załatwieniu wieczornej toalety ubrałem czarne dresy i wyszedłem z łazienki.Zorientowałem się,że telefon został na szafeczce w korytarzu więc zgasiłem światło i ruszyłem po mojego iPhone'a.Gdy miałem go już w ręku otworzyłem białe drzwi pokoju i nie zapalając łóżka powędrowałem do łóżka i niemal natychmiast zasnąłem.

Oczami Zayna
 Irytujący dźwięk budzika spowodował przymus otworzenia oczu.Nie chętnie to zrobiłem i rozejrzałem się po pokoju.Na drzwiach była przyklejona jakaś kartka.Wstałem i podszedłem bliżej.Informowała ona,że rodzice wyjechali na tydzień.Nawet się cieszyłem z tego powodu ponieważ nigdy nie miałem z nimi dobrego kontaktu.Wziąłem odprężający prysznic,a następnie założyłem czarne rurki,szary T-shirt i skórzaną kurtkę.Zabrałem się za układanie włosów i upewniając się,że są idealne wyszedłem z pokoju.W kuchni wypiłem szklankę soku i nie śpiesząc się chwyciłem plecak,a następnie wychodząc z domu zamknąłem drzwi na klucz.Skierowałem się na miejsce gdzie miał czekać na mnie Harry.Gdy już się spotkaliśmy powędrowaliśmy do szkoły.Staliśmy przy szafkach kiedy Hazza nagle gdzieś zniknął.Rozglądałem się dookoła,a mój wzrok zatrzymał się na niskiej blondynce.Podbój czas zacząć.Sprawdziłem włosy i powolnym krokiem podszedłem do dziewczyny.
-Hej.Wiem,że takie śliczne panie mają na pewno wiele na głowie,ale czy mogłybyście mi powiedzieć gdzie jest sala numer 25?-Oczywiście wiedziałem gdzie jest bo wiele razy byliśmy tu z Louisem.Musiałem jakoś zagadać,a właśnie to mi przyszło do głowy.Niska blondynka zalotnie się do mnie uśmiechnęła.
-Mogę Cię nawet odprowadzić.-Uśmiechnąłem się do niej cwaniacko.To zawsze działało na dziewczyny.

Oczami Harrego
 Poszedłem na chwilę do planu lekcji.Kiedy zmierzałem w stronę szafeczek i zauważyłem,że Zayn już wypatrzył jakąś pannę.Bez zastanowienia podszedłem do nich.
-Witam śliczne panie.-Powiedziałem szarmancko,a wysoka blondynka odwróciła się w moją stronę.
-A to jest mój przyjaciel Harry.-Przedstawił mnie Malik.
-Hej.Jestem Taylor.
-Perrie.
-To dla mnie zaszczyt.-Zaśmiałem się tak jak zwykle się śmiałem gdy chciałem wyrwać jakąś dziewczynę.

-Do jutra Taylor.-Powiedziałem i przytuliłem dziewczynę.Zayn pożegnał się z Perrie i wspólnie ruszyliśmy do domów.

***********
Od autorki:Pierwszy rozdział mojego nowego opowiadania.Mam nadzieję,że się podoba.Nudny,nic się nie dzieje,ale jakoś musiałam zacząć :) Seula

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz