Ważna notatka na dole!
Rozdział 4
Rozdział 4
poniedziałek,09.09.2013
Oczami Liama
Wziąłem głęboki oddech.Zbierałem w sobie odwagę żeby odpowiedzieć na postawione mi pytanie.-To nie ma znaczenia.-Powiedziałem chcą ominąć ten temat.
-Dla mnie ma.-Danielle drążyła temat.
-Nawet jeśli tak to co?
-Po prostu mi odpowiedz.Chciałeś się zabić czy nie?
-Następne pytanie poproszę.-Byłem nie ugięty.
-Okej.Niech będzie.-Ku mojemu zdziwieniu odpuściła.-Teraz powiedz mi czemu się ciąłeś.
-Nie ciąłem się.
-Sama widziałam twoje blizny więc się nie wyprzesz.Robiłeś to czy nie?
-Tak,ciąłem się i tak,chciałem się zabić.
-Ja nie...Ja...Przepraszam.
-Nie masz za co.
-Nie chciałam być wścibska.
-Nie byłaś.
-Mogę Ci zadać jeszcze jedno pytanie?-Odpowiedziało jej moje milczenie.Wpatrywałem się w huśtawkę ogrodową,która lekko bujała się pod wpływem powiewu wiatru.-Czemu chciałeś to zrobić?
W mojej głowie odżyły wspomnienia,które jak mi się zdawało uśpiłem na wieki.Jednak nie były to wspomnienia takie jak u innych.Nie było w nich radosnego dzieciaka z czwartej,piątej czy szóstej klasy.Nie były przepełnione słońcem i uśmiechem podczas spotkań ze znajomymi.Czułem,że moje oczy zaszkliły się.Oczami wyobraźni widziałem jedenastoletniego Liama siedzącego na ławce przed domem.Jego twarz była wilgotna od łez,a nadgarstki zaczerwienione od ran wykonywanych każdego dnia.Dokładnie pamiętam co wtedy czułem i o czym myślałem.
-Nie jestem pewien czy chcesz to wiedzieć.
Odpowiedziałem powstrzymując łzy.
-Jeżeli Ty chcesz żebym wiedziała...
-Możemy wyjść na taras?
-Jasne.
-Poczekaj tutaj chwilkę.
Powiedziałem i poszedłem po najgrubszą z moich bluz,aby dziewczyna nie zmarzła przeze mnie.Dołączyłem do dziewczyny i założyłem jej bluzę na ramiona.
-Teraz możemy iść.
Uśmiechnąłem się blado.Wyszliśmy na zewnątrz,a włosy Danielle zostały rozwiane na kilka stron.Dziewczyna zajęła miejsce na huśtawce,a ja na ławce obok.Dan patrzyła na mnie wyczekująco.Nerwowo pocierałem wierzch dłoni.Drżącym głosem rozpocząłem ubieranie w słowa wspomnienia,które teraz gnieździły się w moim umyśle.
-To zaczęło się jak miałem dziesięć lat.A właściwie to już jak poszedłem do pierwszej klasy.Odkąd obejrzałem ten film.Zaczęło się.Oni to skończyli i pomogli mi to zwalczyć.
Mówiłem bez sensownie nie mogąc utworzyć zdania.Dan wstała i podeszła do mnie.Usiadła obok,a po chwili poczułem jej ciepłą dłoń na moich plecach.Gładziła je próbując zachęcić mnie do dalszych zwierzeń.Wziąłem głęboki oddech i wypuściłem powietrze.
-Od początku byłem wyśmiewany.Chodziłem na wagary,opuszczałem zajęcia.Prawie każdego dnia oglądałem jeden film.Film odwzorowujący moje życie.Ta sama sytuacja,ale inny wiek.Nie mogłem zrozumieć tego filmu.Żyletki,krew i satysfakcja.W czwartej klasie przyszły najgorsze chwile.Pewnego dnia moje upokorzenie dosięgało zenitu.Uciekłem z lekcji.Dom był pusty więc nie musiałem się narażać na pytania rodziców.Wtedy to do mnie dotarło.Łzy,które płynęły z moich oczu.Ból psychiczny,który w filmie został zastąpiony fizycznym.Złożyłem to w całość.Kupiłem żyletkę i szybkim krokiem wróciłem do domu.Wbiegłem do łazienki i z lekkim zawahaniem pociągnąłem ostrzem po nadgarstku.Razem z krwią wypłynął mój ból.I wtedy poczułem,że to jest to.Poczułem tą satysfakcję.Na początku były to pojedyncze cięcia.Z wiekiem zwiększała się ich liczba.W końcu to przestało mnie zadowalać.Odnalazłem jakieś leki,które pojedynczo przechodziły przez moje gardło.Kolejne cięcie i ciemność.Piskliwy głos aparatury szpitalnej.Sesje u psychologa,ale i to nic nie dało.Rodzice pilnowali mnie na każdym kroku.Szczerze im się nie dziwie.Ale tego już nie ma.Moje życie jest inne odkąd poznałem Nialla. W sumie to właśnie on pokazał mi czymś jest przyjaźń.Od czasu jak poznałem czwórkę moich przyjaciół moje życie się zmieniło.Myślałem,że zapomniałem,ale to wraca.Wraca kiedy najmniej tego oczekuję.Ale teraz wiem,że mam dla kogo żyć.
W ostatnim zdaniu po moim policzku spłynęła słona łza szczęścia.Spojrzałem na Danielle. Jej twarz była mokra od łez,a oczy napuchnięte i zaszklone.Mocno ją przytuliłem.Nie chciałem żeby płakała z mojego powodu.
-Obiecaj mi,że już nigdy tego nie zrobisz,dobrze?
-Obiecuję.Nigdy więcej.
Dziewczyna lekko odsunęła się ode mnie i wytarła łzy.
-Muszę się już zbierać.
-Odprowadzę Cię.Nie chcę żebyś szła sama.
Jak powiedziałem,tak też uczyniłem.
wtorek,10.09.2013
Oczami Nialla
Otworzyłem powoli oczy.Usiadłem na łóżku i spojrzałem na zegarek.Obudziłem się pół godziny wcześniej.Dzisiaj miałem wizytę u lekarza,po której miała zapaść decyzja czy mogę już odstawić kule.W domu poruszałem się samodzielnie.Ale to było poruszanie się na trasie łóżko - łazienka - kuchnia - biurko - łóżko.To nie było męczące,ale przemieszczanie się po szkole mogło według lekarzy nadwyrężyć moje nogi.W takim układzie omijały mnie pierwsze trzy lekcje,które na moje szczęście lubiłem najmniej.To znaczy historia,geografia i fizyka.Wstałem i powędrowałem do łazienki po drodze wyłączając budzik.
-No panie Horan...Mam złe wiadomości.
Co tym razem?Kolejny turnus rehabilitacyjny?
-Złe wiadomości dla twoich kul.Niestety zostają skazane na bezrobocie.Spokojnie możesz już poruszać się samodzielnie,ale nie szalej.O ćwiczeniu na lekcjach wychowania fizycznego nie ma mowy do końca roku szkolnego.Możesz jeździć na rowerze,ale na razie nie więcej niż dziesięć minut dziennie.
Odetchnąłem z ulgą,a na mojej twarzy zagościł szeroki uśmiech.Wyglądałem jakbym właśnie zobaczył coś do jedzenia.A przynajmniej rodzice mówią,że zawsze się tak uśmiecham przy jedzeniu.Pożegnałem się z lekarzem uściskiem dłoni i razem z rodzicami opuściłem gabinet.
-No panie Horan...Mam złe wiadomości.
Co tym razem?Kolejny turnus rehabilitacyjny?
-Złe wiadomości dla twoich kul.Niestety zostają skazane na bezrobocie.Spokojnie możesz już poruszać się samodzielnie,ale nie szalej.O ćwiczeniu na lekcjach wychowania fizycznego nie ma mowy do końca roku szkolnego.Możesz jeździć na rowerze,ale na razie nie więcej niż dziesięć minut dziennie.
Odetchnąłem z ulgą,a na mojej twarzy zagościł szeroki uśmiech.Wyglądałem jakbym właśnie zobaczył coś do jedzenia.A przynajmniej rodzice mówią,że zawsze się tak uśmiecham przy jedzeniu.Pożegnałem się z lekarzem uściskiem dłoni i razem z rodzicami opuściłem gabinet.
wtorek,10.09.2013
Oczami Harrego
Szczerze mówiąc martwiłem się o Nialla. Dzisiaj był jego drugi dzień szkoły,a jego nie było.On nigdy nie opuszczał zajęć bez powodu.Wczorajsza sprzeczka dała mi powód do głębokich przemyśleń.Wiedziałem,że robiłem źle udając,że się nie znamy.Zdobyłem popularność kosztem starej przyjaźni.Jeszcze gdyby Liam i Louis byli na miejscu.Oni by do tego nie dopuścili.Po raz kolejny rozejrzałem się dookoła.Mój wzrok zatrzymał się na uśmiechniętym blondynie.Delikatny uśmiech wkradł się na moją twarz. Niall był wyraźnie dumny,że mógł chodzić już o własnych siłach.Znałem go i wiedziałem,że choruje na takie swoje własne ADHD.Nie była to żadna choroba stwierdzona medycznie.Mówiliśmy tak o Nim ponieważ był energiczny.Często nie mógł usiedzieć w miejscu.Z zamyśleń wyrwał mnie głos Zayna.
-Żyjesz?
-Tak.Zamyśliłem się po prostu.
-Też tęsknię za Liamem, Louisem i Niallem. Musieliśmy coś poświęcić żeby teraz być na tej pozycji,na jakiej jesteśmy.
Smutno przytaknąłem i poszliśmy pod salę.Cały czas w mojej głowie były wspomnienia z naszych wspólnych wakacji.
*
-Co robisz?
-Podlewam kwiatki przed domem,a co nie widać?
Odpowiedział Zayn nawet nie patrząc w moją stronę.
-Więc pewnie nie możesz nigdzie wyjść?
-Właśnie nie bardzo.Szkoda.
-Wcale nie.
-Nie chcesz spędzać czasu z Malikiem?
Chłopak zrobił minę smutnego dziecka.
-Chcę i dlatego ściągnąłem całą resztę.
Powiedziałem,a zza rogu wyszła cała trójka. Zayn machnął wężem ogrodowym oblewając nas tym samym zimną wodą. Zaczęliśmy ganiać się po ogródku.Po około godzinie bieganiny upadliśmy na przesadnie podlany trawnik.Byliśmy cali w błocie.
-Matko kochana Zayn! Prosiłam Cię żebyś podlał trawnik,a nie zrobił z niego basen!
*
wtorek,10.09.2013
Oczami Zayna
*
wtorek,10.09.2013
Oczami Zayna
Usiadłem jak zwykle w ostatniej ławce. Lekcja geografii należała do najnudniejszych. Oparłem się na krześle i pogrążyłem w zamyśleniu.
*
-Szykuj się Zayn bo tak łatwo nie odpuszczę.
-Czego nie odpuścisz?
Do stolika podeszła kelnerka. Odstawiła tackę z masą jedzenia na stoliku.
-Zaraz przyniosę resztę.
Kobieta szeroko się uśmiechnęła.
-Ale jak to resztę?
-No chyba nie myślałeś,że się najem taką ilością!
-Gdzie Ty to mieścisz,Niall?
-Nie gadaj tylko jedz!
Pokręciłem z rezygnacją głową i zrobiłem pierwszego gryza.
*
-To nie wypali,Harry.
-Spokojnie. Mam plan.
-Ty i te Twoje plany. Jeden na sto wypala.
-Nie marudź.
-To nie jest dobry pomysł.
-Chcesz iść na taką prawdziwą imprezę?
-No tak,ale...
-W takim razie mi pomóż!
-Może jednak odpuść,co?
-O nie,Zayn! Ja tak łatwo nie odpuszczę.
Usłyszeliśmy za sobą chrząknięcie.
-Harry...
-Mama? Co Ty tu robisz?
-Raczej co TY tu robisz.
*
-Więc jeszcze raz...
-Błagam Cię Louis. Nie mam już siły!
-W takim razie jak planujesz napisać jutro ten sprawdzian?
W pokoju rozległ się dzwonek mojego telefonu.
-Halo?
-Hej Zayn. Co robisz?
-Próbuję się uczyć z Louisem na jutrzejszy sprawdzian z fizyki.
-Jutro jest wolne...
*
Na mojej ławce wylądował zwinięty kawałek papieru. Rozejrzałem się po klasie zatrzymując swój wzrok na uśmiechniętej blondynce. Odwinąłem papierek i przeczytałem jego zawartość.
Nie śpij ♥
Zaśmiałem się.
-Panie Malik,może pośmiejemy się razem.-Najgorsze w nauczycielach jest to,że myślą,że są fajni. Te ich głupkowate teksty.
-Nie sądzę.-Burknąłem pokazując facetowi,że wcale nie mam ochoty rozwijać tematu.
wtorek,11.09.2013
Oczami Louisa
Leżałem na łóżku i czytałem książkę. Usłyszałem głośny pisk. Przewróciłem oczami,wstałem i powędrowałem w stronę pokoju skąd dochodziły krzyki.
-Możesz przestać krzyczeć?! Próbuję się uczyć.-Zapytałem Eleanor stojącej na łóżku.
-Tam jest mysz!
-Co?! Jaka mysz?- Podszedłem do miejsca,które wskazała dziewczyna. Był tam tylko i wyłącznie malutki chomik.
-Nie dotykaj tego!
-To. Jest. Chomik. -Wziąłem zwierzątko na dłoń i wyszedłem z pokoju. Zaniosłem je Mattowi,dziesięcioletniemu synowi gospodarzy. Zadowolony z siebie wróciłem do nauki.
-Możesz przestać krzyczeć?! Próbuję się uczyć.-Zapytałem Eleanor stojącej na łóżku.
-Tam jest mysz!
-Co?! Jaka mysz?- Podszedłem do miejsca,które wskazała dziewczyna. Był tam tylko i wyłącznie malutki chomik.
-Nie dotykaj tego!
-To. Jest. Chomik. -Wziąłem zwierzątko na dłoń i wyszedłem z pokoju. Zaniosłem je Mattowi,dziesięcioletniemu synowi gospodarzy. Zadowolony z siebie wróciłem do nauki.
===========================================
Jeżeli ktokolwiek to w ogóle czyta: PRZEPRASZAM.
Zawieszam opowiadanie na rzecz mojego pierwszego bloga. Akcja w Nim rozwinęła się na tyle,że motywuję się dalszego pisania. W przypadku tego opowiadania,takowej nie mam. Dowodem jest dopiero czwarty rozdział. Poza tym nic się nie dzieje. Miałam plan na to opowiadanie,ale nie potrafię napisać nic co mogłoby rozwinąć wydarzenia. W związku z tym serdecznie zapraszam do lektury opowiadania All I Want Is My World . W nim również są chłopcy z One Direction. Przepraszam,ze kończę to w tak beznadziejnym momencie,ale nie umiem skończyć tego inaczej. Szczerze wątpię,że kiedykolwiek napiszę tu coś jeszcze. Do widzenia, Seula :(











