Prolog
3 lata temu,piątek 17.09.2010
Oczami Nialla
Spacerowałem po parku podziwiając złote,jesienne liście.Oczywiście jeżeli spacerem można nazwać kuśtykanie o kulach.W uszach miałem słuchawki,z których leciała jedna z moich ulubionych piosenek Justina Biebera.Tak,jestem jego fanem i mam gdzieś opinię innych ludzi o tym,jakiej muzyki słucham.Mijałem ludzi,którzy patrzyli na mnie ze współczuciem.W końcu trzynastolatek o kulach to rzadki widok,ale już się do tego przyzwyczaiłem.Po wyjściu z parku znalazłem się na teranie skateparku.Uwielbiałem tu przychodzić.Obserwowałem inne dzieciaki jeżdżące na rolkach,deskach i rowerach.Przystanąłem na chwilę żeby odczytać wiadomość,która właśnie do mnie przyszła.Przełożyłem prawą kulę do lewej ręki.Rozejrzałem się w okół.Byłem tutaj sam.Głośno westchnąłem.Spojrzałem na ekran telefonu i go odblokowałem.Nagle z tyłu pojawił się jakiś chłopak na rowerze,którzy zahaczył kierownicą o moją kulę powodując tym samym mój upadek na ławkę,która stała za mną.Poczułem przeszywający ból w lewej nodze.Chłopak zatrzymał się i rzucając swój pojazd na beton podbiegł do mnie.
-Wszystko okej?-Zapytał chłopak w kapturze.
-Tak,znaczy tak myślę.-Próbowałem podnieść się,ale bez skutku.
-Pomogę Ci.-Chłopak wyciągnął w moją stronę rękę.Chwyciłem ją i z jej pomocą wstałem.Złapałem kule.
-Dzięki...um...-Zawahałem się,ponieważ nie znałem jego imienia.Wyglądał jakby był w moim wieku.
-Jestem Liam i nie ma za co.-Uśmiechnął się życzliwie.-A ty?
-Niall.-Odwzajemniłem uśmiech.
Oczami Liama
Blondyn zaczął znowu kuśtykać z pomocą kul.Współczułem mu.Wyglądał na 10 lat.Wydawał się być miły dlatego bez wahania podniosłem rower i prowadząc go przy boku zrównałem krok z Niallem.
-Chodzisz tu do szkoły?
-Tak
-To dziwne bo nigdy Cię tam nie widziałem.Znaczy w ciągu tych około dwóch tygodni,które chodzę do tej szkoły.
-Może dlatego,że jeszcze nigdy w niej nie byłem.-Blondyn zaśmiał się cicho.
-Nie rozumiem.
-Byłem na turnusie rehabilitacyjnym.Ale już w poniedziałek normalnie zacznę chodzić do szkoły.
-Czekaj czy ty masz na nazwisko Horan?
-Tak,a co?
-Nic.Jesteśmy razem w klasie.
-To...fajnie.
Gadaliśmy przez całą drogę do jego domu.Niall okazał się bardzo miły i szalony.Polubiłem go.Miałem cichą nadzieję,że w poniedziałek spotkamy się w szkole.
poniedziałek 20.09.2010
Oczami Nialla
Nareszcie wolny.Taka myśl krążyła mi po głowie odkąd lekarz w sobotę pozwolił chodzić o własnych siłach.Samochód mojego taty zatrzymał się pod moją szkołą.Rzuciłem szybkie "cześć" i wolnym krokiem skierowałem się w stronę szkoły.
Tego samego dnia po południu
Nie miałem ochoty siedzieć sam w domu więc postanowiłem pójść z Liamem na trening piłki nożnej.Dzisiaj jest pierwsze spotkanie.Niestety ja nie mogę na razie grać.Usiadłem na trybunach i wyjąłem z torby zeszyt do nut.Od rana chodziła mi po głowie melodia więc postanowiłem spróbować ją napisać.
-Grasz na czymś?-Usłyszałem za sobą czyjś głos.Wystraszyłem się.Szybkim ruchem schowałem nuty do torby.Byłem trochę zakłopotany tą sytuacją ponieważ prawie nikt nie wiedział,że gram na gitarze.Odwróciłem głowę do tyłu i zobaczyłem zielonookiego chłopaka z kręconymi włosami.
-Trochę...-Odpowiedziałem cicho.Chłopak zaśmiał się i zeskoczył rząd niżej po czym usiadł koło mnie.
-Jestem Harry.-Wyciągnął do mnie rękę.Niepewnie ją uścisnąłem.
-Niall.
-Widziałem Cię dzisiaj na korytarzu w szkole.
-Czemu tu siedzisz?-Zapytałem ciekawy odpowiedzi.
-Przyszedłem tutaj z kolegą.Nie za bardzo lubię piłkę nożną.A ty?
-Ja też jestem tu z kolegą.-
-Tak w ogóle na czym grasz?-Nie lubiłem pytań na ten temat.
-Trochę na gitarze.
-Pokażesz mi te nuty,które pisałeś przed chwilą.
-Wolałbym nie.A ty na czymś grasz?
-W pewnym sensie tak.
-Jak to?
-Trochę próbowałem śpiewać,ale rzuciłem ten pomysł.
Gadałem z Harrym przez cały czas kiedy trwał trening.Jest miły i nawet go polubiłem.
Po treningu
-To jest Harry,a to Liam.
-Cześć.
-A to jest Zayn.-Loczek wskazał na mulata,który stał odrobinę z tyłu.Po zapoznaniu podszedł do nas jakiś starszy chłopak i zwrócił się do Liama i Zayna.
-Ej,wiecie może kiedy jest następny trening?
Zayn podał mu dokładną datę i godzinę.
-Dzięki.Tak w ogóle jestem Louis.
Ściskaliśmy kolejną jego dłoń mówiąc przy tym swoje imiona.W piątkę wyszliśmy z hali.Okazało się,że szliśmy w jednym kierunku...
Nigdy bym nie pomyślał,że w ciągu dwóch dni można poznać tak wielu wspaniałych ludzi,którzy zmienią twoje życie na lepsze...
A oto i prolog mojego opowiadania.Dość długi i nudny
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz