czwartek, 28 listopada 2013

Rozdział 4

Ważna notatka na dole!

Rozdział 4

poniedziałek,09.09.2013
Oczami Liama
 Wziąłem głęboki oddech.Zbierałem w sobie odwagę żeby odpowiedzieć na postawione mi pytanie.
-To nie ma znaczenia.-Powiedziałem chcą ominąć ten temat.
-Dla mnie ma.-Danielle drążyła temat.
-Nawet jeśli tak to co?
-Po prostu mi odpowiedz.Chciałeś się zabić czy nie?
-Następne pytanie poproszę.-Byłem nie ugięty.
-Okej.Niech będzie.-Ku mojemu zdziwieniu odpuściła.-Teraz powiedz mi czemu się ciąłeś.
-Nie ciąłem się.
-Sama widziałam twoje blizny więc się nie wyprzesz.Robiłeś to czy nie?
-Tak,ciąłem się i tak,chciałem się zabić.
-Ja nie...Ja...Przepraszam.
-Nie masz za co.
-Nie chciałam być wścibska.
-Nie byłaś.
-Mogę Ci zadać jeszcze jedno pytanie?-Odpowiedziało jej moje milczenie.Wpatrywałem się w huśtawkę ogrodową,która lekko bujała się pod wpływem powiewu wiatru.-Czemu chciałeś to zrobić?
W mojej głowie odżyły wspomnienia,które jak mi się zdawało uśpiłem na wieki.Jednak nie były to wspomnienia takie jak u innych.Nie było w nich radosnego dzieciaka z czwartej,piątej czy szóstej klasy.Nie były przepełnione słońcem i uśmiechem podczas spotkań ze znajomymi.Czułem,że moje oczy zaszkliły się.Oczami wyobraźni widziałem jedenastoletniego Liama siedzącego na ławce przed domem.Jego twarz była wilgotna od łez,a nadgarstki zaczerwienione od ran wykonywanych każdego dnia.Dokładnie pamiętam co wtedy czułem i o czym myślałem.
-Nie jestem pewien czy chcesz to wiedzieć.
Odpowiedziałem powstrzymując łzy.
-Jeżeli Ty chcesz żebym wiedziała...
-Możemy wyjść na taras?
-Jasne.
-Poczekaj tutaj chwilkę.
Powiedziałem i poszedłem po najgrubszą z moich bluz,aby dziewczyna nie zmarzła przeze mnie.Dołączyłem do dziewczyny i założyłem jej bluzę na ramiona.
-Teraz możemy iść.
Uśmiechnąłem się blado.Wyszliśmy na zewnątrz,a włosy Danielle zostały rozwiane na kilka stron.Dziewczyna zajęła miejsce na huśtawce,a ja na ławce obok.Dan patrzyła na mnie wyczekująco.Nerwowo pocierałem wierzch dłoni.Drżącym głosem rozpocząłem ubieranie w słowa wspomnienia,które teraz gnieździły się w moim umyśle.
-To zaczęło się jak miałem dziesięć lat.A właściwie to już jak poszedłem do pierwszej klasy.Odkąd obejrzałem ten film.Zaczęło się.Oni to skończyli i pomogli mi to zwalczyć.
Mówiłem bez sensownie nie mogąc utworzyć zdania.Dan wstała i podeszła do mnie.Usiadła obok,a po chwili poczułem jej ciepłą dłoń na moich plecach.Gładziła je próbując zachęcić mnie do dalszych zwierzeń.Wziąłem głęboki oddech i wypuściłem powietrze.
-Od początku byłem wyśmiewany.Chodziłem na wagary,opuszczałem zajęcia.Prawie każdego dnia oglądałem jeden film.Film odwzorowujący moje życie.Ta sama sytuacja,ale inny wiek.Nie mogłem zrozumieć tego filmu.Żyletki,krew i satysfakcja.W czwartej klasie przyszły najgorsze chwile.Pewnego dnia moje upokorzenie dosięgało zenitu.Uciekłem z lekcji.Dom był pusty więc nie musiałem się narażać na pytania rodziców.Wtedy to do mnie dotarło.Łzy,które płynęły z moich oczu.Ból psychiczny,który w filmie został zastąpiony fizycznym.Złożyłem to w całość.Kupiłem żyletkę i szybkim krokiem wróciłem do domu.Wbiegłem do łazienki i z lekkim zawahaniem pociągnąłem ostrzem po nadgarstku.Razem z krwią wypłynął mój ból.I wtedy poczułem,że to jest to.Poczułem tą satysfakcję.Na początku były to pojedyncze cięcia.Z wiekiem zwiększała się ich liczba.W końcu to przestało mnie zadowalać.Odnalazłem jakieś leki,które pojedynczo przechodziły przez moje gardło.Kolejne cięcie i ciemność.Piskliwy głos aparatury szpitalnej.Sesje u psychologa,ale i to nic nie dało.Rodzice pilnowali mnie na każdym kroku.Szczerze im się nie dziwie.Ale tego już nie ma.Moje życie jest inne odkąd poznałem Nialla. W sumie to właśnie on pokazał mi czymś jest przyjaźń.Od czasu jak poznałem czwórkę moich przyjaciół moje życie się zmieniło.Myślałem,że zapomniałem,ale to wraca.Wraca kiedy najmniej tego oczekuję.Ale teraz wiem,że mam dla kogo żyć.
W ostatnim zdaniu po moim policzku spłynęła słona łza szczęścia.Spojrzałem na Danielle. Jej twarz była mokra od łez,a oczy napuchnięte i zaszklone.Mocno ją przytuliłem.Nie chciałem żeby płakała z mojego powodu.
-Obiecaj mi,że już nigdy tego nie zrobisz,dobrze?
-Obiecuję.Nigdy więcej.
Dziewczyna lekko odsunęła się ode mnie i wytarła łzy.
-Muszę się już zbierać.
-Odprowadzę Cię.Nie chcę żebyś szła sama.
Jak powiedziałem,tak też uczyniłem.

wtorek,10.09.2013
Oczami Nialla
Otworzyłem powoli oczy.Usiadłem na łóżku i spojrzałem na zegarek.Obudziłem się pół godziny wcześniej.Dzisiaj miałem wizytę u lekarza,po której miała zapaść decyzja czy mogę już odstawić kule.W domu poruszałem się samodzielnie.Ale to było poruszanie się na trasie łóżko - łazienka - kuchnia - biurko - łóżko.To nie było męczące,ale przemieszczanie się po szkole mogło według lekarzy nadwyrężyć moje nogi.W takim układzie omijały mnie pierwsze trzy lekcje,które na moje szczęście lubiłem najmniej.To znaczy historia,geografia i fizyka.Wstałem i powędrowałem do łazienki po drodze wyłączając budzik.

-No panie Horan...Mam złe wiadomości.
Co tym razem?Kolejny turnus rehabilitacyjny?
-Złe wiadomości dla twoich kul.Niestety zostają skazane na bezrobocie.Spokojnie możesz już poruszać się samodzielnie,ale nie szalej.O ćwiczeniu na lekcjach wychowania fizycznego nie ma mowy do końca roku szkolnego.Możesz jeździć na rowerze,ale na razie nie więcej niż dziesięć minut dziennie.
Odetchnąłem z ulgą,a na mojej twarzy zagościł szeroki uśmiech.Wyglądałem jakbym właśnie zobaczył coś do jedzenia.A przynajmniej rodzice mówią,że zawsze się tak uśmiecham przy jedzeniu.Pożegnałem się z lekarzem uściskiem dłoni i razem z rodzicami opuściłem gabinet.

wtorek,10.09.2013
Oczami Harrego
Szczerze mówiąc martwiłem się o Nialla. Dzisiaj był jego drugi dzień szkoły,a jego nie było.On nigdy nie opuszczał zajęć bez powodu.Wczorajsza sprzeczka dała mi powód do głębokich przemyśleń.Wiedziałem,że robiłem źle udając,że się nie znamy.Zdobyłem popularność kosztem starej przyjaźni.Jeszcze gdyby Liam i Louis byli na miejscu.Oni by do tego nie dopuścili.Po raz kolejny rozejrzałem się dookoła.Mój wzrok zatrzymał się na uśmiechniętym blondynie.Delikatny uśmiech wkradł się na moją twarz. Niall był wyraźnie dumny,że mógł chodzić już o własnych siłach.Znałem go i wiedziałem,że choruje na takie swoje własne ADHD.Nie była to żadna choroba stwierdzona medycznie.Mówiliśmy tak o Nim ponieważ był energiczny.Często nie mógł usiedzieć w miejscu.Z zamyśleń wyrwał mnie głos Zayna.
-Żyjesz?
-Tak.Zamyśliłem się po prostu.
-Też tęsknię za Liamem, Louisem i Niallem. Musieliśmy coś poświęcić żeby teraz być na tej pozycji,na jakiej jesteśmy.
Smutno przytaknąłem i poszliśmy pod salę.Cały czas w mojej głowie były wspomnienia z naszych wspólnych wakacji.
*
-Co robisz?
-Podlewam kwiatki przed domem,a co nie widać?
Odpowiedział Zayn nawet nie patrząc w moją stronę.
-Więc pewnie nie możesz nigdzie wyjść?
-Właśnie nie bardzo.Szkoda.
-Wcale nie.
-Nie chcesz spędzać czasu z Malikiem?
Chłopak zrobił minę smutnego dziecka.
-Chcę i dlatego ściągnąłem całą resztę.
Powiedziałem,a zza rogu wyszła cała trójka. Zayn machnął wężem ogrodowym oblewając nas tym samym zimną wodą. Zaczęliśmy ganiać się po ogródku.Po około godzinie bieganiny upadliśmy na przesadnie podlany trawnik.Byliśmy cali w błocie.
-Matko kochana Zayn! Prosiłam Cię żebyś podlał trawnik,a nie zrobił z niego basen!
*
wtorek,10.09.2013
Oczami Zayna
Usiadłem jak zwykle w ostatniej ławce. Lekcja geografii należała do najnudniejszych. Oparłem się na krześle i pogrążyłem w zamyśleniu.
*
-Szykuj się Zayn bo tak łatwo nie odpuszczę.
-Czego nie odpuścisz?
Do stolika podeszła kelnerka. Odstawiła tackę z masą jedzenia na stoliku.
-Zaraz przyniosę resztę.
Kobieta szeroko się uśmiechnęła.
-Ale jak to resztę?
-No chyba nie myślałeś,że się najem taką ilością!
-Gdzie Ty to mieścisz,Niall?
-Nie gadaj tylko jedz!
Pokręciłem z rezygnacją głową i zrobiłem pierwszego gryza.
*
-To nie wypali,Harry.
-Spokojnie. Mam plan.
-Ty i te Twoje plany. Jeden na sto wypala.
-Nie marudź.
-To nie jest dobry pomysł.
-Chcesz iść na taką prawdziwą imprezę?
-No tak,ale...
-W takim razie mi pomóż!
-Może jednak odpuść,co?
-O nie,Zayn! Ja tak łatwo nie odpuszczę.
Usłyszeliśmy za sobą chrząknięcie.
-Harry...
-Mama? Co Ty tu robisz?
-Raczej co TY tu robisz.
*
-Więc jeszcze raz...
-Błagam Cię Louis. Nie mam już siły!
-W takim razie jak planujesz napisać jutro ten sprawdzian?
W pokoju rozległ się dzwonek mojego telefonu.
-Halo?
-Hej Zayn. Co robisz?
-Próbuję się uczyć z Louisem na jutrzejszy sprawdzian z fizyki.
-Jutro jest wolne...
*
Na mojej ławce wylądował zwinięty kawałek papieru. Rozejrzałem się po klasie zatrzymując swój wzrok na uśmiechniętej blondynce. Odwinąłem papierek i przeczytałem jego zawartość.
Nie śpij ♥
Zaśmiałem się.
-Panie Malik,może pośmiejemy się razem.-Najgorsze w nauczycielach jest to,że myślą,że są fajni. Te ich głupkowate teksty.
-Nie sądzę.-Burknąłem pokazując facetowi,że wcale nie mam ochoty rozwijać tematu.
wtorek,11.09.2013
Oczami Louisa
Leżałem na łóżku i czytałem książkę. Usłyszałem głośny pisk. Przewróciłem oczami,wstałem i powędrowałem w stronę pokoju skąd dochodziły krzyki.
-Możesz przestać krzyczeć?! Próbuję się uczyć.-Zapytałem Eleanor stojącej na łóżku.
-Tam jest mysz!
-Co?! Jaka mysz?- Podszedłem do miejsca,które wskazała dziewczyna. Był tam tylko i wyłącznie malutki chomik.
-Nie dotykaj tego!
-To. Jest. Chomik. -Wziąłem zwierzątko na dłoń i wyszedłem z pokoju. Zaniosłem je Mattowi,dziesięcioletniemu synowi gospodarzy. Zadowolony z siebie wróciłem do nauki.

===========================================
Jeżeli ktokolwiek to w ogóle czyta: PRZEPRASZAM.
Zawieszam opowiadanie na rzecz mojego pierwszego bloga. Akcja w Nim rozwinęła się na tyle,że motywuję się dalszego pisania. W przypadku tego opowiadania,takowej nie mam. Dowodem jest dopiero czwarty rozdział. Poza tym nic się nie dzieje. Miałam plan na to opowiadanie,ale nie potrafię napisać nic co mogłoby rozwinąć wydarzenia. W związku z tym serdecznie zapraszam do lektury opowiadania All I Want Is My World . W nim również są chłopcy z One Direction. Przepraszam,ze kończę to w tak beznadziejnym momencie,ale nie umiem skończyć tego inaczej. Szczerze wątpię,że kiedykolwiek napiszę tu coś jeszcze. Do widzenia, Seula :(

piątek, 8 listopada 2013

Rozdział 3

Rozdział 3

poniedziałek,09.09.2013
Oczami Nialla
 Kiedy miałem się schylić żeby ją podnieść ktoś mnie uprzedził.Spojrzałem na tą postać,a moim oczom ukazał się błękit oczu blondynki.
-Dzięki.-Podziękowałem dziewczynie,która obdarowała mnie uprzejmym uśmiechem.
-Nie ma za co.Jestem Emily.
-A ja...
-Oj,Emily. Zostawiłam Cię na pięć minut,a Ty już ruszyłaś na podbój serc!-Obok Emily stanęła niska brunetka i śmiejąc się w najlepsze założyła ręce na piersiach.
-Madison Elle Beer!-Powiedziała poirytowanym,upominającym głosem zwracając się do jak mniemam Madison.
-Emily Jordan Osment!Oznajmiam Ci,że masz dobry gust.No popatrz tylko na te blond włoski i niebieskie oczy.Pasujecie do...-Emily zatkała jej usta dłonią chcąc powstrzymać ją przed kontynuowaniem wypowiedzi.-Okej,okej.Zrozumiałam przekaz.Zamknę się,ale to nie zmienia faktu,że dzieci twoje i...Tak w ogóle jak masz na imię?-Zwróciła się do mnie marszcząc brwi.
-Niall.
-Niall?
-Tak.Niall James Horan.
-Fajne imię.Takie wyjątkowe.Nudzi mi się.Emiiiilyyy...
-O nie Madison!Nie mam zamiaru po raz kolejny się narażać!Na mnie nie licz.
-Nie to nie.Niall mi pomoże prawda?
-Ale o co chodzi?
-Widziałeś może gdzieś Harrego i Zayna?No wiesz Stylesa i Malika.
-Poszli tam.
-No to na co czekamy?Idziemy złożyć im wizytę!
-Madison!-Syknęła Emily.Do naszych uszu dobiegł dźwięk dzwonka.Powolnym krokiem skierowaliśmy się w stronę sali.

-Mogę zobaczyć jak to jest chodzić o kulach?-Zapytała Madison patrząc na mnie oczami uroczego szczeniaka.

-Dobra,ale to nie jest takie łatwe.-Oparłem się o ścianę i podałem kule dziewczynie.Wspierając się na nich,podkuliła nogi i zaczęła się "bujać".
-To wcale nie jest takie trudne jak się wydaje.-Powiedziała prostując nogi.Obejrzała się w bok,a na jej twarzy zagościł wielki,cwaniacki uśmiech.-Gotowi?
-Gotowi na co?-Zapytałem nie wiedząc o co chodzi.Po chwili za dziewczyną przeszedł Harry i Zayn.Madison machnęła rękę z kulą w tył,w wyniku czego Harry oberwał prosto w twarz.Malik okazał się zwinniejszy i uniknął ciosu.Styles upadł na podłogę i złapał się za twarz.Ledwo powstrzymywałem wybuch śmiechu.Beer uśmiechnęła się tryumfalnie i oddała moją własność.Zayn pomógł wstać loczkowi,który natychmiast podszedł do Madison.
-Ostrzegałem Cię Beer...-Warknął do dziewczyny,która nie przejmowała się tym,że zadarła właśnie z wiele wyższym i silniejszym od siebie chłopakiem.
-Dokładnie to 33 razy od początku roku.
-Igrasz z ogniem.
-Nie rozpędzaj się Styles.-Syknąłem ostrzegawczo w jego stronę.
-Kim ty jesteś żeby mi rozkazywać?Moją matką,ojcem,bratem?
-Myślałem,że jestem Twoim przyjacielem.Ty moim nadal jesteś,ale mnie zastąpiłeś sobie innymi.Ciebie też to się tyczy Malik.
-To nie tak...
-A jak?Zmieniliście się...To,że Louis i Liam wyjechali nie oznacza przerwy w przyjaźni.Przynajmniej dla mnie.
-Chcę Ci to wyjaśnić!
-A ja chcę dawnego Harrego i Zayna!I jeszcze jedno.Odczep się od Madison i Emily.-Chłopak prychnął kpiąco.
-Bo co?
-Bo to.-Powiedziałem i machnąłem kulą wprzód w efekcie czego dostał w...Sami się domyślcie.Odwróciłem się i wróciłem na swoje dawne miejsce.
-Myślę,że muszę Ci coś wyjaśnić.Wkurzanie elity to moja działka.-Powiedziała poważnym tonem brunetka.
-Niech Ci będzie.-Zaśmiałem się pod nosem na co Emily pokręciła głową z rezygnacją.
-Kolejny nieopanowany...
-Za to ty jesteś bardzo opanowana.
-Ktoś musi...


poniedziałek,09.09.2013(wieczór)
Oczami Liama
 Dopisałem ostatnie zdanie pracy domowej i zamknąłem zeszyt.Zgasiłem małą lampkę nad biurkiem.Wstałem i usiadłem na łóżku układając laptopa na kolanach.Otworzyłem go po czym zalogowałem się na Skype.Po upływie sekundy na ekranie wyświetlił mi się komunikat,że Niall chce się ze mną połączyć.Nacisnąłem zieloną słuchawkę,a na ekranie pojawiła mi się jak zawsze rozradowana twarz Irlandczyka.
-Liam!-Krzyknął tak głośno,że musiałem zatkać uszy.
-Też się cieszę,że Cię widzę leprokonusie*!
-Przestań tak na mnie mówić.Tyle razy Ci powtarzałem,że...
-No już dobrze.Nie płacz mi tutaj.
-Zobaczymy kto tu będzie zaraz płakał!-Powiedział i przystawił do kamerki łyżkę.Nie wiem czemu,ale się ich boję od dzieciństwa więc zacząłem uciekać odkładając laptopa na biurko.Oczywiście nie obeszło się bez krzyku.
-Już możesz wyjść.-Powiedział,a właściwie wydukał przez śmiech zadowolony z siebie Horan.Wstałem i spojrzałem na ekran.Nie było na niej łyżki tylko bordowa ze śmiechu twarz Nialla.
-Nie licz,że jeszcze kiedyś pójdę z tobą do Nando's!
-Daddy nie gniewaj się!
-Nie nazywaj mnie tak!
-Jak przestaniesz się gniewać o tą łyżkę to przestanę.
-Niech Ci będzie.
-No to teraz opowiadaj jak w nowej szkole.Masz już jakieś nowe koleżanki?-Zapytał ruszając śmiesznie brwiami.
-Niall ja się przyjechałem tu uczyć,ale...
-Aha!Czyli jednak tak!Liam się zakochał,Liam się zakochał,Liam się zakochał...
-Wcale nie!
-Wcale tak!
-Nie ma takiego zwrotu jak "wcale tak".
-No to już jest.Liam się zakochał,Liam się zakochał...
-Przestań!
-Liam się zakochał.Nie zamierzam.Liam się zakochał...-Kontynuował skacząc po łóżku.-Liam się zakochał.A ładna jest przynajmniej?Liam się zakochał...
-Jak się zamkniesz to Ci powiem.
-I tak mi powiesz.
-Wcale nie!
-Wcale...To znaczy właśnie,że tak!
-Nie!
-To niby komu powiesz jak nie mi?
-Jest jeszcze Louis,Harry i Zayn.
-Nie sądzę,żeby Harry i Zayn chcieli rozmawiać z kimś tak mało "fajnym" jak my.-Wymamrotał siadając z powrotem przed laptopem.
-Co masz na myśli?
-Nic.Zupełnie nic.-Powiedział robiąc sztuczny uśmiech.
-Przecież widzę,że coś Cię gryzie...
-To powiesz mi w końcu co to za dziewczyna?-Niall tradycyjnie zmienił temat.Zawsze tak robił jak coś go dręczyło,ale nie chciał mi powiedzieć.
-Powiem Ci jak się dowiem o co chodziło.
-Czyli chyba nigdy się nie dowiem...-Westchnął udając zawiedzionego.
-Niall,kolacja!-Usłyszałem głos mamy Nialla po drugiej stronie.
-Zjem potem.Rozmawiam z Liamem.
-Idź na tą kolacje bo jeszcze mi tutaj z głodu skonasz i będę miał Cię na sumieniu.-Zaśmiałem się,a blondyn zakończył rozmowę i jak się domyślam w błyskawicznym tempie znalazł się za stołem.Co jak co,ale żarłoczny to on był.Wziąłem głęboki oddech.Może od Louisa się czegoś dowiem.Znalazłem go na liście kontaktów Skype i nacisnąłem przycisk zaczynający rozmowę.
-Co jest?Niall poszedł na kolację?
-Skąd wiedziałeś?
-To proste.Przed chwilą był dostępny.Na pewno ze sobą gadaliście i dlatego nie dzwoniłem.Bez powodu byście nie przerywali.
-Widzę przed tobą świetlistą przyszłość detektywa.
-A ty napiszesz o mnie książkę "Detektyw Louis Tomlinson : W pogoni za marchewkami"!
-To może już zacznę.
-Wracając do Nialla.Co u Niego?
-Właśnie myślałem,że ty coś wiesz na ten temat...
-Nic Ci nie powiedział?
-Właśnie nie,ale jestem pewien,że coś jest nie tak.
-Ja tam nie wiem.To ty jesteś jego najlepszym przyjacielem.
-A rozmawiałeś może z Harrym albo Zaynem?
-Zayn nie odpisuje,a Harry odpowiada tylko "tak,nie,nie,tak,nie wiem",a jego najlepiej zbudowana wypowiedź brzmiała "Co u Ciebie słychać?"
-Ta sprawa śmierdzi na kilometr...
-Pewnie Zayn się nie umył.
-To była przenośnia tępaku...
-Przecież wiem,a ty mnie od razu przezywasz...Czuję się urażony!
-Ty i ta twoja duma...
-Przynajmniej ją mam.
-Sugerujesz coś?
-Ja?Nie!Um,muszę kończyć bo mam ważną misję do wykonania...
-Detektyw Louis Tomlinson rusza w pogoni za marchewkami?
-Coś w tym stylu...
-Powodzenia.-Powiedziałem na odchodne i nie czekając na odpowiedź rozłączyłem się.

Oczami Louisa
 Szybko rozłączyłem się z Liamem. Ostatnio zyskałem nową pasję. A mianowicie wkurzanie Eleanor. Poszedłem do jej pokoju,w którym było zgaszone światło.Dziewczyna brała akurat prysznic.Co ją najbardziej wkurza?To było podłe,ale cóż.We dwójkę działamy sobie na nerwy i robimy wszystko żeby irytować tą drugą osobę.Postanowiłem sięgnąć po drastyczne środki.Ściągnąłem koszulkę i położyłem się na łóżku.Wziąłem jej telefon,do którego znałem kod i zacząłem grać w gry.Cztery rzeczy,które ją najbardziej wkurzały:jak jestem bez koszulki i niby się przechwalam co to nie ja,leżenie na jej łóżku,dotykanie jej telefonu i ogólnie wchodzenie do jej pokoju.Usłyszałem chrobotnięcie zamka od łazienki.Drzwi się otworzyły.Eleanor zapaliła światło i krzyknęła z przerażenia.
-4:3 dla mnie.
-Po pierwsze załóż tą koszulkę.Po drugie spadaj z mojego łóżka.Po trzecie zostaw mój telefon.Po czwarte wyjazd z mojego pokoju.A po piąte...-Dziewczyna wyszła i wpadła do mojego pokoju.Szybko wstałem i pobiegłem na miejsce.Calder stała przy otwartym oknie trzymając coś za plecami.-Po piąte powiedz marchewkom "do widzenia".-Powiedziała i wyjęła zza pleców moje marchewki.Zanim zdążyłem zareagować wyrzuciła je za okno.Był tam park więc nie musiała się obawiać,że ktoś dostanie w głowę.Ruszyła w stronę wyjścia.Mijając mnie powiedziała cicho "4:4 dla mnie".Coś czuję,że będzie ciekawie.

Oczami Liama
Znudzony samotnym siedzeniem w domu postanowiłem wyjść na spacer.Spacerowałem ulicami miasta cały czas myśląc o przyjacielu. Niall nigdy bez powodu nie był smutny.Musiało się coś stać,ale on próbuje to ukryć.Przede mną nie uchroni żadnej tajemnicy.Ma swój sekret,a ja go odkryję.Obiecuję sobie to.
-Nie boisz się chodzić o tej porze sam po mieście?-Usłyszałem ten głos.Na jego dźwięk lekko się wzdrygnąłem.Podniosłem wzrok i zobaczyłem rozwiane loki dziewczyny i uśmiechniętą twarz.
-Mógłbym Cie zapytać o to samo.-Obdarowałem ją ciepłym uśmiechem.
-Coś się stało?Wyglądasz na zmartwionego...
-Wie wiem co mam o tym myśleć.Gdybym chociaż wiedział o co chodzi mógłbym mu pomóc,wesprzeć Go...
-Kogo?
-Nieważne.Nie chcę żebyś zaprzątała sobie głowę naszymi sprawami.
-Mi możesz powiedzieć.
-Problem w tym,że sam nie wiem co się stało.A Ty?Co robisz o tej porze tutaj?
-Nie mogłam usiedzieć w domu.Cały czas myślałam,ale w domu nie mogłam się skupić.
-Może wpadniesz do mnie?To znaczy do domu mojej ciotki bo mieszkam u niej.
-Nie chcę Ci robić problemu.
-Zrobię naleśniki,gofry,kakao i gorącą czekoladę.
-Kusisz Payne.
-W takim razie zapraszam do mnie Peazer.Tylko zadzwoń do rodziców,że wrócisz przed dziesiątą.
-To nie jest zabawne.
-A mimo to się uśmiechasz.
-Jakoś tak samo się uśmiecha.
-Też miałem taką "godzinę policyjną".
-A teraz już nie masz?
-Po pierwsze rodzice są w Miami,ale nadal mnie kontrolują.Ciotka okazała się na tyle fajna,że mnie kryje i cała filozofia.-Doszliśmy do "mojego" domu.Przepuściłem ją w drzwiach.Moja tymczasowa opiekunka była w delegacji więc byliśmy sami.Zaprowadziłem Dan do kuchni.Sam zabrałem się za przygotowywanie gorącej czekolady i naleśników.
-Mam pytanie.
-Jakie?
-Ale obiecaj,że odpowiesz.
-Obiecuję.
-Jaka była najbardziej szalona rzecz jaką kiedykolwiek zrobiłeś i z kim to zrobiłeś?-Jedno pytanie,a w głowie pojawia się milion wspomnień.
-Chyba nie chcesz wiedzieć co robiliśmy z Niallem i resztą...
-Chcę!
-Ale ja nie umiem wybrać jednego przypadku!
-To opowiedz kilka!
-Pewnego razu poszliśmy całą piątką do jakiejś knajpki.Tradycyjnie zamówiliśmy bardzo dużo,a jak kelnerka zniknęła za horyzontem ulotniliśmy się stamtąd.Ciekawy jestem jaką miała minę gdy to wszystko zaniosła do pustego stolika.Oczywiście już nigdy tam nie poszliśmy.Niallowi było szkoda tego jedzenia,ale cóż.Teraz Ty coś opowiedz.-Usiadłem naprzeciwko podając jej kubek gorącego napoju.
-Kiedyś jak graliśmy w chowanego weszłam do lodówki...
-Jak ty to...
-Też się zastanawiam.
-Opowiedz coś jeszcze.
-Kiedyś w centrum handlowym na wycieczce szkolnej w radiu leciała piosenka,do której mieliśmy układ na tańcach.Razem z trzema koleżankami z tych zajęć zaczęłyśmy tańczyć na środku galerii handlowej.
-Tańczysz?
-Kiedyś tańczyłam.Teraz nie mam już czasu...-Wstałem i podszedłem do parapetu stając tym samym koło Danielle.Dziewczyna chwyciła mnie za przedramię jednak szybko się wyszarpnąłem.Nie chciałem żeby to zauważyła.To była pozostałość z dawnego Liama.Teraz już go nie ma.
-Co to jest?-Przemilczałem.Myślę,że ona doskonale wiedziała,że była to blizna po cięciu się.Tak.Rozważny i opanowany Liam Payne ma blizny po samookaleczaniu się.
-Czy ty chciałeś się kiedyś...-Przełknęła głośno ślinę.Wstrzymałem oddech.Nie chciałem jej tego mówić.Bałem się,że mnie wykluczy.Tylko osiem osób o tym wiedziało:ja,mama,tata,Niall,Zayn,Louis i Harry.Myślałem,że nikt tego nie zauważa,a teraz nowo poznana osoba zauważa skrywane przeze mnie sekrety.Musiała być bardzo spostrzegawczą osobą.Bałem się zmierzyć z przeszłością.Nie chciałem do tego wracać.Coś wewnątrz mówiło mi,że muszę odpowiedzieć na to pytanie.-...zabić?


*Leprokonus (ang. Leprechaun) – krasnolud, przedstawiany zwykle bardzo elegancko, w krótkich płaszczach z siedmioma rzędami guzików, ubrane na zielono lub bordowo, bardzo bogato. Ich atrybutem są małe latarenki. Leprokonusy znane są ze swych żartów, uchodzą za wiecznych psotników. Podobno posiadają różne drogocenne rzeczy i strzegą skarbów. Nie łatwo ich wykołować, są bardzo sprytne. Leprokonusy są maskotkami irlandzkiej drużyny quidditcha.Zawsze noszą przy sobie garnki ze złotem, którymi obdarowują kibiców. Niestety złoto leprokonusów jest bezużyteczne, gdyż znika po jakimś czasie.

Od autorki:Kończenie tego rozdziału przyniosło mi sporo bólu fizycznego i emocjonalnego.Fizyczny ponieważ siostra kopnęła mnie w rękę  i bardzo boli mnie palec wskazujący u prawej ręki,a bez niego nie jestem w stanie posługiwać się klawiaturą więc musiałam przeboleć.Ten drugi dlatego,że w moim opowiadania Liam się kiedyś ciął.Nie wiem co mnie natchnęło na takie coś,ale myślę,że wyniknie z tego coś ciekawego.Rozbudowane konflikty wewnętrzne,sprzeczność serca i rozumu,itp.Do następnego,Seula <3




Story of My Life <3

niedziela, 27 października 2013

Rozdział 2

Rozdział 2

środa,04.09.2013
Oczami Louisa
  Obudziłem się z własnej woli jednak za oknem nadal było ciemno.Ponownie zamknąłem oczy i wciągnąłem powietrze.Do moich nozdrzy dobiegł piękny zapach,który od razu pokochałem.Jak na płyn do płukania był on bardzo naturalny.Nie czuć było chemii.Ponownie usnąłem jednak nie na długo.Po kilkunastu minutach,a przynajmniej tak mi się zdawało obudził mnie krzyk i mój upadek na podłogę.
-Co do cho...-Zacząłem,ale gdy zobaczyłem jakąś dziewczynę stojącą na łóżku również zacząłem krzyczeć.Chciałem szybko wstać jednak próba zakończyła się uderzeniem w głowę o biurko.Złapałem się za bolące miejsce i spojrzałem na dziewczynę,która wywoływała straszny hałas.
-Możesz przestać krzyczeć?Obudzisz całe Jackson.-Upomniałem dziewczynę jednak to niewiele dało.-Jeżeli chodzi Ci o to,że jestem bez koszulki to...Ej gdzie są moje rzeczy?!W ogóle gdzie ja jestem?!-Przyjrzałem się pomieszczeniu,w którym przebywałem.
-Pewnie są u ciebie w pokoju zboczeńcu.
-Bez takich.Nie jestem żadnym zboczeńcem,ok?-Powiedziałem ostrzegawczo,a dziewczyna prychnęła.
-Jeżeli stąd natychmiast nie wyjdziesz to...
-Okej,okej już idę.-Nie wystraszyłem się jej durnych pogróżek,ale sama jej obecność mnie irytowała.Powolnym ruchem wstałem,a dziewczyna zakryła oczy dłonią.Zaśmiałem się i pokręciłem głową.
-Z czego się śmiejesz?-Zapytała nadal zakrywając twarz.
-Spokojnie,możesz odsłonić oczy.-Dziewczyna odsłoniła oczy,ale po chwili znowu je zakryła,a na dodatek odwróciła się tyłem.
-Nie masz koszulki.
-Ale spostrzegawczość.-Powiedziałem sarkastycznie i podszedłem do drzwi.Szarpnąłem za klamka nadal śmiejąc się z zachowania dziewczyny.Jednak moja mina zmieniła się na przerażoną gdy nie mogłem otworzyć drzwi.
-Zamknęłaś pokój na klucz?
-Nawet nie ma zamka inteligencjo.-Powiedziała dziewczyna,a ja dopiero teraz zauważyłem,że jest tam tylko i wyłącznie klamka.
-To jakim cudem nie mogę otworzyć drzwi?
-Jak to nie możesz?!-Dziewczyna wręcz krzyknęła i podbiegła do mnie.Wielokrotnie próbowała otworzyć drzwi.Zacząłem się śmiać.Dziewczyna spojrzała na mnie złowrogim spojrzeniem przy czym musiała zadzierać głowę do góry.
-Co się śmiejesz?
-Już Ci nie przeszkadza fakt,że jestem bez koszulki?-Zaśmiałem się z jej wcześniejszego zachowania.
-Mam teraz ważniejszy problem...
-Ciekawe jaki.
-Na przykład taki,że jestem zamknięta w jednym pokoju ze zboczeńcem,który przyszedł tu bez koszulki nie wiadomo kiedy i skąd!-Wykrzyczała mi prosto w twarz i  skuliła się pod ścianą.-Mam ochotę Cię zabić!-Warknęła i schowała twarz w dłonie.Wzruszyłem ramionami.Ile ona ma lat?Zachowuje się jak jakaś gówniara.
-Po pierwsze nie jestem zboczeńcem,po drugie mamusia się nie dowie,że patrzyłaś na tak cholernie nieprzyzwoitą i seksowną klatę jak ta.-Powiedziałem wskazując na swoją klatkę piersiową.
-Jeszcze słowo,a zginiesz przedwcześnie śmiercią tragiczną...-Warknęła akcentując słowo "zginiesz".
-Okej.-Powiedziałem do siebie i podszedłem do okna.Otworzyłem je i wyjrzałem.byliśmy trochę za wysoko żeby skakać,ale mogę przejść do drugiego okna.Tylko jak przez nie wejdę skoro jest zamknięte?Mniejsza z tym.Jakoś to zrobię.
-Co ty robisz?
-Wyręczam Cię.
-Nie!-Dziewczyna zerwała się na proste nogi.
-Przecież się nie zabiję,oszalałaś?!
-Zboczeńcy są nie obliczalni.
-To że śpię bez koszulki nie oznacza,że jestem zboczeńcem!
-Jeszcze słowo,a wyskoczę przez to okno i będziesz mnie miał na sumieniu!-Ponownie zagroziła brunetka.
-Rób co chcesz.-Podniosłem ręce w geście obrony.
-Odejdź.-Syknęła i odepchnęła mnie od okna.Każdy na moim miejscu by pomyślał,że ona nie żartuje i na prawdę wyskoczy,ale nie ja.Może zachowywałem się jak zimny dupek,ale wcale mnie to nie obchodziło.Dziewczyna zamknęła okno i rzuciła się na łóżko.
-Czy jesteś farbowana?Na przykład z blondynki?
-Nie farbuję włosów.-Warknęła dziewczyna.
-To czemu wcześniej nie wpadłaś na to,że przecież są telefony?-Powiedziałem demonstracyjnie machając jej swoim iPhone'm przed twarzą.Przeszukałem kontakty i kiedy znalazłem numer do gospodyni.Telefon wyłączony lub jest poza zasięgiem.Super!Po prostu perspektywa siedzenia z nią w jednym pokoju przyprawia mnie o taką radość,że mam ochotę skakać.Z mostu.Pod pociąg pośpieszny.Dziewczyna wcisnęła twarz w poduszkę i chyba usnęła.Spojrzałem na zegarek.Ku mojemu zdziwieniu było kilka minut po czwartej rano.Stanąłem przy oknie i wsadziłem dłonie do kieszeni dresów.Kątem oka zauważyłem,że dziewczyna obserwuje mnie jednym okiem bojąc się,że to zauważę.Zachichotałem i odwróciłem się do niej przodem.
-Patrz śmiało.Ciesz się widokiem póki nas nie uwolnili.
-Jesteś...-Zaczęła,ale jej przerwałem.
-Cholernie seksowny i pociągający?Wiem.
-Dupkiem.Chodziło mi o dupka,ale...
-Ale cholernie seksowny i pociągający też.Powtarzasz się.
-Zamknij twarz.
-Oszukujesz sama siebie.Dobrze wiesz,że tak myślisz.-Zaśmiałem się tryumfalnie i spojrzałem na bordową ze złości dziewczynę.-To jak?Korzystasz z okazji i wpatrujesz się w tą jakże...
-Cholernie nieprzyzwoitą i seksowną klatę?
-A jednak!
-Cytowałam tępaku!I nie dziękuję.-Syknęła i rzuciła się twarzą w poduszkę.
-Nie płacz.Jak mnie stąd uwolnią i ładnie poprosisz to zrobię zdjęcie mojej
-Nie kończ!
-Czemu?
-Bo jesteś chole...znaczy strasznie irytujący?
-Awww nie bój się.Nie powiem twojej mamie,że wpatrujesz się w moją klatę jakbyś tam zbawienie dojrzała.O "przeklinaniu" też się nie dowiedzą.
-Zamknij się.Jesteś zbyt irytujący.
-A ty wpatrzona w moją klatę jak w obrazek.
-Przestań to w kółko powtarzać.Czy ty się zakochałeś  w swojej klatce piersiowej?!
-Nie,ale ty owszem.-Powiedziałem z satysfakcją,że ją to denerwuje.Dziewczyna zaczęła rzucać we mnie wszystkim co wpadło jej w ręce.Poduszka,kołdra,poduszka,koc,prześcieradło,zegarek na rękę,książka od historii,opakowanie chusteczek higienicznych,łyżeczka od herbaty,herbatniki,kolejna poduszka,bransoletka,bluza,a nawet telefon uderzały o mnie,a następnie opadały na podłogę.To było śmieszne.W tej chwili zadzwonił mój telefon.

O matko,to były najgorsze chwile mojego życia.Dwie godziny z tą dziewczyną to była istna tragedia.Wyszedłem spod prysznica i ubrałem się w czarne rurki,niebieską koszulę i jeansową kurtkę.Wysuszyłem i ułożyłem włosy.Wyszedłem na korytarz i przez uchylone drzwi usłyszałem ten wkurzający głos.Nie ładnie podsłuchiwać,ale dwa słowa sprawiły,że bardzo byłem ciekaw całej rozmowy.
-Koleś jest strasznie irytujący i pewny siebie.Cały czas próbował mi wmówić,że "zakochałam się w jego jakże cholernie nieprzyzwoitej i seksownej klacie".-Powiedziała i gdy cytowała moje słowa przybrała strasznie dziwny ton głosu.
-Po pierwsze nie mam takiego wkurzającego głosu,a po drugie dobrze wiesz,że to prawda.-Dziewczyna podskoczyła w miejscu.Zaśmiałem się z jej reakcji.-Powiedz swojej koleżance,że niestety nie będzie miała okazji zobaczyć nawet przez Skype mojej...
-Zamknij się bo cię tym zabiję!-Warknęła dziewczyna pokazując łyżeczkę,którą miała w dłoni.
-Prędzej Liama byś zabiła niż mnie.-Dziewczyna spojrzała na przedmiot w jej dłoni i zrobiła się cała czerwona.Zaśmiałem się,a ona wydała z siebie parodię mojego śmiechu.Pokierowałem się w stronę schodów.Usłyszałem za sobą jeszcze głos koleżanki tej dziewczyny.
-Eleanor on jest boski!Musisz mnie z nim poznać!-Zaśmiałem się.
-Suzanne on to słyszał.-Powiedziała poirytowana już Eleanor...

poniedziałek,09.09.2013
Oczami Nialla
Powoli szedłem przez szkolny korytarz mając przy moim boku dwie laski,a dokładniej kule.Prawą nazwałem Rose,a lewą Tracy.Nawet je podpisałem imionami żeby ich nie mylić.Zobaczyłem Zayna,Harrego,jakiś dwóch kolesi i dwie dziewczyny obściskujące się z moim przyjaciółmi w najlepsze.Przechodząc koło mnie Ci dwaj totalnie mnie olali.Wróć.Przecież nie mogę ich niesprawiedliwie oceniać,prawda?A więc oni razem ze swoimi nowymi "przyjaciółmi" obdarowali mnie pogardliwymi spojrzeniami.Cóż za zaszczyt!Powinienem dziękować na kolanach za taki cud bo na dodatek Harry trącił mnie barkiem co spowodowało,że Tracy wypadła mi z ręki.Prawda,że to brzmi lepiej niż lewa kula?Kiedy miałem się schylić żeby ją podnieść ktoś mnie uprzedził.Spojrzałem na tą postać,a moim oczom ukazał się...

^^^^^^^^^^^

Od autorki:Jest drugi rozdział w większości poświęcony Louisowi.Czasem będzie się to zdarzać.Niektóre rozdziały będą w większości zawierały relacje z wydarzeń jednego z bohaterów.I znowu szkoła,ale tym razem trzy dni i wolne!Cieszmy się i radujmy,Seula ^^

sobota, 26 października 2013

Rozdział 1

Rozdział 1

wtorek,3 września 2013
Oczami Nialla
Obudziłem się za pomocą budzika.Rozejrzałem się po "moim" pokoju.W sumie to nawet się tu zadomowiłem.Mówiąc "tu" mam na myśli ośrodek rehabilitacyjny.Jeszcze pięć dni...Pięć ciężkich i monotonnych dni.Codziennie to samo.Pobudka,ćwiczenia,ćwiczenia i chwila odpoczynku z gitarą w ręku.Moje przemyślenia przerwał tak bardzo mi znany damski głos.
-Niall obiecałeś...
-Tak wiem.No ale cóż.Przyciągasz mnie tutaj.-Dziewczyna się cicho zaśmiała.
-Urok osobisty.-Oboje się zachichotaliśmy.
-Jak Ci minął urlop?-Zapytałem wstając z łóżka.
-Było...Ej,a skąd wiedziałeś?-Oparła ręce na biodrach i spojrzała na mnie podejrzliwie.
-Użyłem swojego uroku osobistego.-Skierowałem się do łazienki.Wziąłem prysznic,a następnie ubrałem szare dresy i żółtą,luźną koszulkę z nadrukiem.Włożyłem na nogi czarne Conversy i zabrałem się do układania włosów.Zrobiłem to dość szybko ze względu na Barbarę czekającą na mnie w sali.Ostatni raz sprawdziłem czy włosy są dobrze ułożone i wyszedłem z łazienki.
-Dłużej się nie dało?
-Oj nie denerwuj się.Poza tym to i tak było szybko.Nawet nie wiesz ile mi to zajmuje normalnie.A tym bardziej kiedy gdzieś wychodzę więc nie masz o co się bulwersować Barbie.
-Nie mów do mnie Barbie.Mam imię.
-Słodko wyglądasz jak się wkurzasz.Barbie.-Zaśmiałem się i oberwałem poduszką.
-A teraz zbieraj tyłek i idziemy na śniadanie.-Powiedziała i wspólnie pokierowaliśmy się do celu.Jak zawsze usiadłem z nią prze jednym stoliku.Barbara była tutaj stażystką.Jest tutaj od roku i bardzo się z nią zżyłem podczas moich pobytów tutaj.Chwile ciszy przerwał zachrypnięty głos dziewczyny.
-Za tydzień kończy mi się staż...
-Nie bój się.Jesteś tu najlepsza,pacjenci Cię lubią.Na pewno podpiszą z tobą umowę o pracę.
-Mówisz tak dlatego,że się przyjaźnimy.
-Mówię tak bo to prawda.-Barbara już się nie odezwała do końca posiłku.Powolnym krokiem skierowałem się na salę gdzie miały odbyć się ćwiczenia.

Oczami Liama
Obudził mnie dźwięk budzika.Byłem w obcym miejscu.Podobno sny w nowych miejscach się spełniają.Co mi się śniło?W moim śnie była piękna dziewczyna z kręconymi włosami.Miała piękny uśmiech i oczy.Niestety kiedy miała powiedzieć swoje imię zadzwonił ten przeklęty budzik.Pogodziłem się z losem i otworzyłem powieki.Wstałem i skierowałem się do łazienki.Wziąłem prysznic i ubrałem naszykowane wcześniej czarne rurki,biały T-shirt i czerwoną koszulę,którą pozostawiłem rozpiętą.Zawiązałem sznurówki czerwonych Conversów i sprawdziłem czy moje włosy były dobrze ułożone i wyszedłem z łazienki.Sprawdziłem godzinę i schowałem telefon ze słuchawkami do kieszeni i biorąc torbę zszedłem na dół.Mieszkałem u mojej cioci.Wyjrzałem za okno.To nie było już to samo co Miami na słonecznej Florydzie.Zdecydowanie nie.To była Atlanta w stanie Georgia.Westchnąłem i wkroczyłem do kuchni skąd dochodził zapach kawy i świeżego pieczywa.Przywitałem się i odkładając torbę usiadłem za stołem.Zjadłem kanapkę i wypiłem kawę.Spojrzałem na zegarek.Podniosłem torbę z podłogi i wstałem z krzesła.Posłałem cioci serdeczny uśmiech i rzuciłem szybkie "Do zobaczenia" i wyszedłem z domu.Moją twarz otuliło chłodne powietrze.Włożyłem słuchawki do uszu i skierowałem się w stronę szkoły.Po kilku minutach moim oczom ukazał się potężny budynek.Wyjąłem słuchawki i schowałem je do torby.
-Wow...-Powiedziałem sam do siebie.
-Imponujący,no nie?-Usłyszałem damski głos,który był mi znajomy jednak nie wiedziałem skąd.Lekko się wzdrygnąłem i szybko odwróciłem się w stronę dziewczyny.Moje oczy rozszerzyły się gdy zobaczyłem te piękne loki,uśmiech,oczy i tą anielską twarz.-Wiem,że piękna nie jestem,ale aż taka straszna,że zbladłeś?-Zachichotała,a ja otrząsnąłem się ze swoich marzeń.
-Nie.To znaczy tak.Znaczy...Jesteś idealna.Ale...Nie,nie ma żadnego "ale" tylko...Jestem idiotą.-Gubiłem się we własnych słowach.Co ona ze mną zrobiła..
-A ja jestem Danielle.-Zaśmiała się i wyciągnęła w moją stronę dłoń.
-James.Znaczy Liam.Nie,nie,nie.Wróć.Jestem Liam James,ale wystarczy Liam.-Dziewczyna zaśmiała się.
-Będziemy u tak stać czy wejdziemy do szkoły?
-Jasne.Chodź.-Nastała niezręczna cisza.Postanowiłem ją przerwać z nadzieją,że nie palnę nic głupiego.-Jesteś stąd?
-Tak,a ty?
-Jestem z Miami.To znaczy urodziłem się w Wielkiej Brytanii,ale od trzech lat mieszkam na Florydzie.
-Zawsze chciałam odwiedzić Miami.Jak tam jest?
-Cudownie.Słoneczna pogoda,piękne plaże,przemili ludzie.Nie żałuję,że się tam przeprowadziliśmy.Przypadek chciał,że cztery inne osoby też się tam przeprowadziły i odmieniły moje życie na zawsze.
-Chciałabym mieć takich przyjaciół na zawsze.Jak to jest mieć taką swoją paczkę przyjaciół,chodzić z nimi na imprezy i tak dalej??
-Najważniejsze jest to,że zawsze się wspieramy.Niall,Louis,Zayn i Harry są odrobinę irytujący,ale takich ich lubię.Nie chodzimy na imprezy.To znaczy ja i Niall nie chodzimy.Louis,Harry i Zayn co tydzień chodzą na jakieś imprezy.-Przepuściłem ją w drzwiach i weszliśmy do budynku.W środku wyglądał jeszcze lepiej.Ściany ozdabiały dyplomy i gabloty z pucharami oraz medalami.Wszystko było perfekcyjne.Całość zapierała dech w piersiach.Po chwili zachwycania się wnętrzem doszliśmy do naszych szafeczek.Cieszyłem się,że jestem z Danielle w jednej klasie.Przynajmniej kogoś znam.
-Opowiedz mi o każdym z nich po kolei.-Powiedziała chowając nie potrzebne książki do wnętrza blaszanej szafki.
-Skoro chcesz...Po kolei:Niall Horan pochodzi z Irlandii.Gra na gitarze i pisze piosenki,ale prawie nikt o tym nie wie.Louis Tomlinson jest dwa lata starszy i uwielbia marchewki.Zayn Malik jest wybuchowy i lubi imprezować.Harry Styles śpiewa,ale też nie lubi o tym mówić.Imprezuje razem z Zaynem.
-A ty?
-Liam Payne boi się łyżek.
-Co?
-Boję się łyżek.-Powtórzyłem,a dziewczyna wybuchnęła śmiechem.
-Co zrobiły Ci te biedne łyżki?
-Nie wiem.Tak jakoś.To teraz powiedz mi coś o sobie.
-No więc jestem Danielle Peazer i mam dosyć już tej nudnej Atlanty.Ja chcę do Miami,albo do Londynu.Chociaż nie.Londyn jest zbyt deszczowy.Ale Miami,czemu nie.-Pokierowaliśmy się pod salę i kiedy dziewczyna chciała po raz kolejny o coś zapytać przerwał jej dzwonek na lekcje i przymus wejścia do sali.Nauczyciel usadził nas według własnego pomysł.Siedziałem w pierwszym rzędzie w ostatniej ławce,a Dan w trzecim rzędzie w ostatniej ławce.Kiedy profesor zaczął omawiać sprawy organizacyjne zacząłem obserwować Danielle.W pewnym momencie odwróciła głowę w moją stronę i uśmiechnęła się.Kiedy nauczyciel powiedział,że musimy okazywać mu szacunek,Dan wywróciła oczami na co cicho się zaśmiałem.Zakryła się dłonią tak aby nie było widać jej twarzy od strony nauczyciela i zaczęła go przedrzeźniać robiąc przy tym głupie miny.Po kilku minutach znudziło jej się to więc zaczęła składać origami.Ja natomiast wyjąłem kostkę Rubika z torby i zacząłem ją pod ławką układać.Profesor wyglądał na faceta ze słabym wzrokiem.Miał kozią bródkę i okulary ja Harry Potter.Po kilku minutach gdy kostka była już ułożona spojrzałem na Danielle i prawie wybuchnąłem śmiechem.Na jej ławce ustawiona była cała armia ludzików,koników,żurawi i innych efektów składania papieru,których nie potrafiłem nazwać.Ich autorka z kolei bawiła się jednym z koników.Ponownie na mnie spojrzała i szeroko się uśmiechnęła.

Oczami Louisa
Z trudem otworzyłem powieki i wyłączyłem budzik.Wczoraj po przyjeździe do Jackson w stanie Missisipi byłem tak padnięty,że nie poznałem nawet mojego współlokatora.Zdecydowałem się na całoroczną wymianę uczniowską i coraz częściej zastanawiam się czy to nie był błąd.Z daleka od rodziny i przyjaciół.Podobnie jak Liam tyle,że on mieszka u ciotki.Przypomniały mi się słowa babci o tym,że sny w nowych miejscach się spełniają.Co mi się śniło?Marchewki.Zaśmiałem się pod nosem i skierowałem do łazienki.Pomieszczenia robiły niesamowite wrażenie.Przejrzałem się w lustrze.Wyglądałem co najmniej fatalnie.Wziąłem prysznic,a następnie założyłem czerwone rurki i biały T-shirt w poziome paski.Założyłem czarne,krótkie Conversy i ogarnąłem włosy.Gdy byłem zadowolony z efektu wyszedłem z łazienki.Z torbą na książki skierowałem się na dół gdzie czekało już śniadanie.Przywitałem się z domownikami i zasiadłem za stołem.Nie zauważyłem mojego współlokatora.
-A gdzie ta druga osoba?
-Jeszcze śpi.Dzisiaj nie idzie na zajęcia ponieważ całą noc wymiotowała.-Kiwnąłem głową na znak,że rozumiem.
-Przepraszam,ale czy mają państwo może marchewki?-Zapytałem grzecznie.
-Owszem.-Przytaknęła kobieta i podała mi pudełko marchewek.-Przepraszam,ale totalnie zapomniałam,że je uwielbiasz.A przynajmniej tak pisało w twojej karcie.
-Zgadza się.-Potwierdziłem i zacząłem zajadać się warzywem.Po zjedzeniu dwóch marchewek stwierdziłem,że jestem już najedzony.Oczywiście pani Spark nalegała abym zjadł coś jeszcze,ale uciąłem dyskusję żegnając się i wychodząc z domu.Powolnym krokiem szedłem w stronę szkoły.Koło tego budynku spotkałem wiele osób z wymiany.Równo o ósmej zaczęliśmy zwiedzać budynek.
     Odłożyłem torbę na podłogę i podążyłem do łazienki.Po załatwieniu wieczornej toalety ubrałem czarne dresy i wyszedłem z łazienki.Zorientowałem się,że telefon został na szafeczce w korytarzu więc zgasiłem światło i ruszyłem po mojego iPhone'a.Gdy miałem go już w ręku otworzyłem białe drzwi pokoju i nie zapalając łóżka powędrowałem do łóżka i niemal natychmiast zasnąłem.

Oczami Zayna
 Irytujący dźwięk budzika spowodował przymus otworzenia oczu.Nie chętnie to zrobiłem i rozejrzałem się po pokoju.Na drzwiach była przyklejona jakaś kartka.Wstałem i podszedłem bliżej.Informowała ona,że rodzice wyjechali na tydzień.Nawet się cieszyłem z tego powodu ponieważ nigdy nie miałem z nimi dobrego kontaktu.Wziąłem odprężający prysznic,a następnie założyłem czarne rurki,szary T-shirt i skórzaną kurtkę.Zabrałem się za układanie włosów i upewniając się,że są idealne wyszedłem z pokoju.W kuchni wypiłem szklankę soku i nie śpiesząc się chwyciłem plecak,a następnie wychodząc z domu zamknąłem drzwi na klucz.Skierowałem się na miejsce gdzie miał czekać na mnie Harry.Gdy już się spotkaliśmy powędrowaliśmy do szkoły.Staliśmy przy szafkach kiedy Hazza nagle gdzieś zniknął.Rozglądałem się dookoła,a mój wzrok zatrzymał się na niskiej blondynce.Podbój czas zacząć.Sprawdziłem włosy i powolnym krokiem podszedłem do dziewczyny.
-Hej.Wiem,że takie śliczne panie mają na pewno wiele na głowie,ale czy mogłybyście mi powiedzieć gdzie jest sala numer 25?-Oczywiście wiedziałem gdzie jest bo wiele razy byliśmy tu z Louisem.Musiałem jakoś zagadać,a właśnie to mi przyszło do głowy.Niska blondynka zalotnie się do mnie uśmiechnęła.
-Mogę Cię nawet odprowadzić.-Uśmiechnąłem się do niej cwaniacko.To zawsze działało na dziewczyny.

Oczami Harrego
 Poszedłem na chwilę do planu lekcji.Kiedy zmierzałem w stronę szafeczek i zauważyłem,że Zayn już wypatrzył jakąś pannę.Bez zastanowienia podszedłem do nich.
-Witam śliczne panie.-Powiedziałem szarmancko,a wysoka blondynka odwróciła się w moją stronę.
-A to jest mój przyjaciel Harry.-Przedstawił mnie Malik.
-Hej.Jestem Taylor.
-Perrie.
-To dla mnie zaszczyt.-Zaśmiałem się tak jak zwykle się śmiałem gdy chciałem wyrwać jakąś dziewczynę.

-Do jutra Taylor.-Powiedziałem i przytuliłem dziewczynę.Zayn pożegnał się z Perrie i wspólnie ruszyliśmy do domów.

***********
Od autorki:Pierwszy rozdział mojego nowego opowiadania.Mam nadzieję,że się podoba.Nudny,nic się nie dzieje,ale jakoś musiałam zacząć :) Seula

sobota, 12 października 2013

Prolog

Prolog

3 lata temu,piątek 17.09.2010

Oczami Nialla
Spacerowałem po parku podziwiając złote,jesienne liście.Oczywiście jeżeli spacerem można nazwać kuśtykanie o kulach.W uszach miałem słuchawki,z których leciała jedna z moich ulubionych piosenek Justina Biebera.Tak,jestem jego fanem i mam gdzieś opinię innych ludzi o tym,jakiej muzyki słucham.Mijałem ludzi,którzy patrzyli na mnie ze współczuciem.W końcu trzynastolatek o kulach to rzadki widok,ale już się do tego przyzwyczaiłem.Po wyjściu z parku znalazłem się na teranie skateparku.Uwielbiałem tu przychodzić.Obserwowałem inne dzieciaki jeżdżące na rolkach,deskach i rowerach.Przystanąłem na chwilę żeby odczytać wiadomość,która właśnie do mnie przyszła.Przełożyłem prawą kulę do lewej ręki.Rozejrzałem się w okół.Byłem tutaj sam.Głośno westchnąłem.Spojrzałem na ekran telefonu i go odblokowałem.Nagle z tyłu pojawił się jakiś chłopak na rowerze,którzy zahaczył kierownicą o moją kulę powodując tym samym mój upadek na ławkę,która stała za mną.Poczułem przeszywający ból w lewej nodze.Chłopak zatrzymał się i rzucając swój pojazd na beton podbiegł do mnie.
-Wszystko okej?-Zapytał chłopak w kapturze.
-Tak,znaczy tak myślę.-Próbowałem podnieść się,ale bez skutku.
-Pomogę Ci.-Chłopak wyciągnął w moją stronę rękę.Chwyciłem ją i z jej pomocą wstałem.Złapałem kule.
-Dzięki...um...-Zawahałem się,ponieważ nie znałem jego imienia.Wyglądał jakby był w moim wieku.
-Jestem Liam i nie ma za co.-Uśmiechnął się życzliwie.-A ty?
-Niall.-Odwzajemniłem uśmiech.

Oczami Liama
Blondyn zaczął znowu kuśtykać z pomocą kul.Współczułem mu.Wyglądał na 10 lat.Wydawał się być miły dlatego bez wahania podniosłem rower i prowadząc go przy boku zrównałem krok z Niallem.
-Chodzisz tu do szkoły?
-Tak
-To dziwne bo nigdy Cię tam nie widziałem.Znaczy w ciągu tych około dwóch tygodni,które chodzę do tej szkoły.
-Może dlatego,że jeszcze nigdy w niej nie byłem.-Blondyn zaśmiał się cicho.
-Nie rozumiem.
-Byłem na turnusie rehabilitacyjnym.Ale już w poniedziałek normalnie zacznę chodzić do szkoły.
-Czekaj czy ty masz na nazwisko Horan?
-Tak,a co?
-Nic.Jesteśmy razem w klasie.
-To...fajnie.

Gadaliśmy przez całą drogę do jego domu.Niall okazał się bardzo miły i szalony.Polubiłem go.Miałem cichą nadzieję,że w poniedziałek spotkamy się w szkole.

poniedziałek 20.09.2010
Oczami Nialla
Nareszcie wolny.Taka myśl krążyła mi po głowie odkąd lekarz w sobotę pozwolił chodzić o własnych siłach.Samochód mojego taty zatrzymał się pod moją szkołą.Rzuciłem szybkie "cześć" i wolnym krokiem skierowałem się w stronę szkoły.

Tego samego dnia po południu
Nie miałem ochoty siedzieć sam w domu więc postanowiłem pójść z Liamem na trening piłki nożnej.Dzisiaj jest pierwsze spotkanie.Niestety ja nie mogę na razie grać.Usiadłem na trybunach i wyjąłem z torby zeszyt do nut.Od rana chodziła mi po głowie melodia więc postanowiłem spróbować ją napisać.
-Grasz na czymś?-Usłyszałem za sobą czyjś głos.Wystraszyłem się.Szybkim ruchem schowałem nuty do torby.Byłem trochę zakłopotany tą sytuacją ponieważ prawie nikt nie wiedział,że gram na gitarze.Odwróciłem głowę do tyłu i zobaczyłem zielonookiego chłopaka z kręconymi włosami.
-Trochę...-Odpowiedziałem cicho.Chłopak zaśmiał się i zeskoczył rząd niżej po czym usiadł koło mnie.
-Jestem Harry.-Wyciągnął do mnie rękę.Niepewnie ją uścisnąłem.
-Niall.
-Widziałem Cię dzisiaj na korytarzu w szkole.
-Czemu tu siedzisz?-Zapytałem ciekawy odpowiedzi.
-Przyszedłem tutaj z kolegą.Nie za bardzo lubię piłkę nożną.A ty?
-Ja też jestem tu z kolegą.-
-Tak w ogóle na czym grasz?-Nie lubiłem pytań na ten temat.
-Trochę na gitarze.
-Pokażesz mi te nuty,które pisałeś przed chwilą.
-Wolałbym nie.A ty na czymś grasz?
-W pewnym sensie tak.
-Jak to?
-Trochę próbowałem śpiewać,ale rzuciłem ten pomysł.
Gadałem z Harrym przez cały czas kiedy trwał trening.Jest miły i nawet go polubiłem.

Po treningu
-To jest Harry,a to Liam.
-Cześć.
-A to jest Zayn.-Loczek wskazał na mulata,który stał odrobinę z tyłu.Po zapoznaniu podszedł do nas jakiś starszy chłopak i zwrócił się do Liama i Zayna.
-Ej,wiecie może kiedy jest następny trening?
Zayn podał mu dokładną datę i godzinę.
-Dzięki.Tak w ogóle jestem Louis.
Ściskaliśmy kolejną jego dłoń mówiąc przy tym swoje imiona.W piątkę wyszliśmy z hali.Okazało się,że szliśmy w jednym kierunku...

Nigdy bym nie pomyślał,że w ciągu dwóch dni można poznać tak wielu wspaniałych ludzi,którzy zmienią twoje życie na lepsze...



A oto i prolog mojego opowiadania.Dość długi i nudny

sobota, 5 października 2013

Bohaterowie

Bohaterowie



Uwaga!
Niektóre informacje zostały zmienione na potrzeby opowiadania.


Niall James Horan [ur.13.09.1997,Mullingar(Irlandia)]
Pogodny szesnastolatek z Irlandii.Ma kłopoty z kolanami dlatego często jest zmuszony do poruszania się o kulach.Jest jedynakiem.Jego pasją jest jedzenie i gra na gitarze.Często pisze własne piosenki,które opisują zazwyczaj jego uczucia.Jednak niewiele osób wie o jego hobby muzycznym.Blondyn bardzo łatwo znajduje znajomych.Uwielbia się wygłupiać razem ze swoimi przyjaciółmi.Jego ulubioną restauracją jest Nando's.

Liam James Payne [ur.29.08.1997,Wolverhampton(Wlk.Brytania)]
Inteligentny szesnastolatek z Wielkiej Brytanii.Nigdy nie miał problemów z nauką.Opanowany,pogodny i wysportowany.Często spędza czas ze swoimi przyjaciółmi.Byłby gotów skoczyć za nimi w ogień.Poznał ich w najtrudniejszych chwilach swojego życia i to właśnie oni go wspierali.Jest najlepszym przyjacielem Nialla.W ich paczce to on jest tym "najnormalniejszym" i rozsądnym.Boi się łyżek.

Louis William Tomlinson [ur.24.12.1995,Doncaster(Wlk.Brytania)]
Zabawny siedemnastolatek z Wielkiej Brytanii.Ma niesamowite poczucie humoru.Jest znany z genialnych kawałów.Potrafi dochować tajemnicy.Jest świetnym kandydatem na przyjaciela.Miły,opiekuńczy,szalony i zdeterminowany.Dąży do celu nawet jeżeli poprzeczka jest postawiona wysoko.Jednak nigdy nie poświęciłby w tym celu przyjaźni,miłości i rodziny.Uwielbia marchewki.

Harry Edward Styles [ur.01.02.1997,Holmes Chapel(Wlk.Brytania)]
Opanowany szesnastolatek z Wielkiej Brytanii.Uwielbia śpiewać i ma do tego predyspozycje.Potrafi opanować emocje.Jest odrobinę egoistyczny i wyczulony na punkcie swoich włosów.Uwielbia nosić marynarki.Posiada bardzo dużą wadę.Dużo imprezuje i często wraca do domu nad ranem.Mimo wyglądu grzecznego chłopca jest on zbuntowanym nastolatkiem.

Zayn Javadd Malik ur.12.01.1997,Bradford(Wlk.Brytania)]
Wybuchowy szesnastolatek z Wielkiej Brytanii.Jest typowym bad boyem jednak nie do końca.Łamie dziewczęce serca,bawi się uczuciami,dość często wdaje się w bójki,za pozwoleniem rodziców zrobił sobie już kilka tatuaży.W głębi duszy to wrażliwy i miły chłopak.Uwielbia żartować,jednak nigdy nie przebił w tym swojego przyjaciela.Często nie potrafi opanować swoich emocji.Przyjaciele to zaakceptowali i jeżeli to możliwe,próbują opanować jego wybuchy.

Emily Jordan Osment [ur.10.03.1997,Los Angeles(Kalifornia,Stany Zjednoczone)]
Urocza szesnastolatka.Inteligentna i przyjacielska blondynka.Ma jedną przyjaciółkę i to jej wystarczy.Jest skromna i uwielbia pomagać.Lubi psy i grę na gitarze jednak nie posiada takiej umiejętności.Spokojna jedynaczka z ambicjami.W wolnych chwilach tańczy i słucha muzyki.Woli samotność.Jeżeli chodzi o przyjaciół jest gotowa do poświęceń na korzyść ich dobra.

Danielle Peazer [28.06.1997,Atlanta(Georgia,Stany Zjednoczone)]
Miła szesnastolatka ze stolicy stanu Georgia.Jest inteligentna i opiekuńcza.Zna swoje miasto bardzo dobrze i  świetnie nadaje się na przewodniczkę.Jest wegetarianką i wielbicielką zwierząt.Ta pracowita,wzorowa uczennica pochodzi z zamożnej rodziny jednak stara się to ukryć przed innymi.Nie lubi robić w okół siebie szumu dlatego zawsze stara się trzymać z boku.

Eleanor Calder [31.12.1995,Miami(Floryda,Stany Zjednoczone)]
Opiekuńcza siedemnastolatka ze stolicy stanu Floryda.Jest bardzo dobrą uczennicą.Szalona,ale opanowana dziewczyna ma garstkę znajomych i przyjaciół.Wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia i "księcia z bajki na białym rumaku".Jest marzycielką i optymistką i nawet jeżeli sytuacja jest krytyczna ona nie traci nadziei na pozytywny obrót sprawy.

Taylor Alison Swift [ur.13.12.1997,Reading(Pensylwania,Stany Zjednoczone)]
Szesnastolatka należąca do grupy najpopularniejszych osób w szkole,mimo że jest w pierwszej klasie liceum.Wbrew pozorom to bardzo sympatyczna osoba.Ma przyjaciółkę od piaskownicy.Uwielbia koty.W przyszłości chce zostać weterynarzem.Jest odrobinę rozpieszczoną jedynaczką.

Perrie Louise Edwards [ur.10.07.1997,Miami(Floryda,Stany Zjednoczone)]
Zabawna szesnastolatka z Miami.Ma starszego brata,Jonniego.Razem ze swoją przyjaciółką,Taylor należą do grupy popularnych osób w szkole mimo,że chodzą do pierwszej klasy.Jest to zasługa brata Perrie.W ogóle nie przypomina dziewczyn z towarzystwa,które ją otacza.

Madison Elle Beer [ur.05.03.1997,Long Island(Nowy Jork,Stany Zjednoczony)]
Szesnastolatka z temperamentem.Jest pyskata i szalona.Jest przeciwieństwem najlepszej przyjaciółki,Emily.Jej pasją jest irytowanie i prowokowanie innych,a w szczególności szkolnej elity.Łączy się z tym fakt,że jest bardzo odważna.
___________________________________________________
Hej.Będę na tym blogu pisać opowiadanie,w którym głównymi bohaterami są członkowie One Direction.Jak już pisałam zmieniłam trochę faktów o nich,np.rok urodzenia.Jest to moje drugie opowiadanie.Piszę również "All I Want Is My World".Powstał zwiastun "Forever or Never".Zapraszam do obejrzenia i lektury obu moich opowiadań.Mam nadzieję,że znajdę czytelników.