czwartek, 28 listopada 2013

Rozdział 4

Ważna notatka na dole!

Rozdział 4

poniedziałek,09.09.2013
Oczami Liama
 Wziąłem głęboki oddech.Zbierałem w sobie odwagę żeby odpowiedzieć na postawione mi pytanie.
-To nie ma znaczenia.-Powiedziałem chcą ominąć ten temat.
-Dla mnie ma.-Danielle drążyła temat.
-Nawet jeśli tak to co?
-Po prostu mi odpowiedz.Chciałeś się zabić czy nie?
-Następne pytanie poproszę.-Byłem nie ugięty.
-Okej.Niech będzie.-Ku mojemu zdziwieniu odpuściła.-Teraz powiedz mi czemu się ciąłeś.
-Nie ciąłem się.
-Sama widziałam twoje blizny więc się nie wyprzesz.Robiłeś to czy nie?
-Tak,ciąłem się i tak,chciałem się zabić.
-Ja nie...Ja...Przepraszam.
-Nie masz za co.
-Nie chciałam być wścibska.
-Nie byłaś.
-Mogę Ci zadać jeszcze jedno pytanie?-Odpowiedziało jej moje milczenie.Wpatrywałem się w huśtawkę ogrodową,która lekko bujała się pod wpływem powiewu wiatru.-Czemu chciałeś to zrobić?
W mojej głowie odżyły wspomnienia,które jak mi się zdawało uśpiłem na wieki.Jednak nie były to wspomnienia takie jak u innych.Nie było w nich radosnego dzieciaka z czwartej,piątej czy szóstej klasy.Nie były przepełnione słońcem i uśmiechem podczas spotkań ze znajomymi.Czułem,że moje oczy zaszkliły się.Oczami wyobraźni widziałem jedenastoletniego Liama siedzącego na ławce przed domem.Jego twarz była wilgotna od łez,a nadgarstki zaczerwienione od ran wykonywanych każdego dnia.Dokładnie pamiętam co wtedy czułem i o czym myślałem.
-Nie jestem pewien czy chcesz to wiedzieć.
Odpowiedziałem powstrzymując łzy.
-Jeżeli Ty chcesz żebym wiedziała...
-Możemy wyjść na taras?
-Jasne.
-Poczekaj tutaj chwilkę.
Powiedziałem i poszedłem po najgrubszą z moich bluz,aby dziewczyna nie zmarzła przeze mnie.Dołączyłem do dziewczyny i założyłem jej bluzę na ramiona.
-Teraz możemy iść.
Uśmiechnąłem się blado.Wyszliśmy na zewnątrz,a włosy Danielle zostały rozwiane na kilka stron.Dziewczyna zajęła miejsce na huśtawce,a ja na ławce obok.Dan patrzyła na mnie wyczekująco.Nerwowo pocierałem wierzch dłoni.Drżącym głosem rozpocząłem ubieranie w słowa wspomnienia,które teraz gnieździły się w moim umyśle.
-To zaczęło się jak miałem dziesięć lat.A właściwie to już jak poszedłem do pierwszej klasy.Odkąd obejrzałem ten film.Zaczęło się.Oni to skończyli i pomogli mi to zwalczyć.
Mówiłem bez sensownie nie mogąc utworzyć zdania.Dan wstała i podeszła do mnie.Usiadła obok,a po chwili poczułem jej ciepłą dłoń na moich plecach.Gładziła je próbując zachęcić mnie do dalszych zwierzeń.Wziąłem głęboki oddech i wypuściłem powietrze.
-Od początku byłem wyśmiewany.Chodziłem na wagary,opuszczałem zajęcia.Prawie każdego dnia oglądałem jeden film.Film odwzorowujący moje życie.Ta sama sytuacja,ale inny wiek.Nie mogłem zrozumieć tego filmu.Żyletki,krew i satysfakcja.W czwartej klasie przyszły najgorsze chwile.Pewnego dnia moje upokorzenie dosięgało zenitu.Uciekłem z lekcji.Dom był pusty więc nie musiałem się narażać na pytania rodziców.Wtedy to do mnie dotarło.Łzy,które płynęły z moich oczu.Ból psychiczny,który w filmie został zastąpiony fizycznym.Złożyłem to w całość.Kupiłem żyletkę i szybkim krokiem wróciłem do domu.Wbiegłem do łazienki i z lekkim zawahaniem pociągnąłem ostrzem po nadgarstku.Razem z krwią wypłynął mój ból.I wtedy poczułem,że to jest to.Poczułem tą satysfakcję.Na początku były to pojedyncze cięcia.Z wiekiem zwiększała się ich liczba.W końcu to przestało mnie zadowalać.Odnalazłem jakieś leki,które pojedynczo przechodziły przez moje gardło.Kolejne cięcie i ciemność.Piskliwy głos aparatury szpitalnej.Sesje u psychologa,ale i to nic nie dało.Rodzice pilnowali mnie na każdym kroku.Szczerze im się nie dziwie.Ale tego już nie ma.Moje życie jest inne odkąd poznałem Nialla. W sumie to właśnie on pokazał mi czymś jest przyjaźń.Od czasu jak poznałem czwórkę moich przyjaciół moje życie się zmieniło.Myślałem,że zapomniałem,ale to wraca.Wraca kiedy najmniej tego oczekuję.Ale teraz wiem,że mam dla kogo żyć.
W ostatnim zdaniu po moim policzku spłynęła słona łza szczęścia.Spojrzałem na Danielle. Jej twarz była mokra od łez,a oczy napuchnięte i zaszklone.Mocno ją przytuliłem.Nie chciałem żeby płakała z mojego powodu.
-Obiecaj mi,że już nigdy tego nie zrobisz,dobrze?
-Obiecuję.Nigdy więcej.
Dziewczyna lekko odsunęła się ode mnie i wytarła łzy.
-Muszę się już zbierać.
-Odprowadzę Cię.Nie chcę żebyś szła sama.
Jak powiedziałem,tak też uczyniłem.

wtorek,10.09.2013
Oczami Nialla
Otworzyłem powoli oczy.Usiadłem na łóżku i spojrzałem na zegarek.Obudziłem się pół godziny wcześniej.Dzisiaj miałem wizytę u lekarza,po której miała zapaść decyzja czy mogę już odstawić kule.W domu poruszałem się samodzielnie.Ale to było poruszanie się na trasie łóżko - łazienka - kuchnia - biurko - łóżko.To nie było męczące,ale przemieszczanie się po szkole mogło według lekarzy nadwyrężyć moje nogi.W takim układzie omijały mnie pierwsze trzy lekcje,które na moje szczęście lubiłem najmniej.To znaczy historia,geografia i fizyka.Wstałem i powędrowałem do łazienki po drodze wyłączając budzik.

-No panie Horan...Mam złe wiadomości.
Co tym razem?Kolejny turnus rehabilitacyjny?
-Złe wiadomości dla twoich kul.Niestety zostają skazane na bezrobocie.Spokojnie możesz już poruszać się samodzielnie,ale nie szalej.O ćwiczeniu na lekcjach wychowania fizycznego nie ma mowy do końca roku szkolnego.Możesz jeździć na rowerze,ale na razie nie więcej niż dziesięć minut dziennie.
Odetchnąłem z ulgą,a na mojej twarzy zagościł szeroki uśmiech.Wyglądałem jakbym właśnie zobaczył coś do jedzenia.A przynajmniej rodzice mówią,że zawsze się tak uśmiecham przy jedzeniu.Pożegnałem się z lekarzem uściskiem dłoni i razem z rodzicami opuściłem gabinet.

wtorek,10.09.2013
Oczami Harrego
Szczerze mówiąc martwiłem się o Nialla. Dzisiaj był jego drugi dzień szkoły,a jego nie było.On nigdy nie opuszczał zajęć bez powodu.Wczorajsza sprzeczka dała mi powód do głębokich przemyśleń.Wiedziałem,że robiłem źle udając,że się nie znamy.Zdobyłem popularność kosztem starej przyjaźni.Jeszcze gdyby Liam i Louis byli na miejscu.Oni by do tego nie dopuścili.Po raz kolejny rozejrzałem się dookoła.Mój wzrok zatrzymał się na uśmiechniętym blondynie.Delikatny uśmiech wkradł się na moją twarz. Niall był wyraźnie dumny,że mógł chodzić już o własnych siłach.Znałem go i wiedziałem,że choruje na takie swoje własne ADHD.Nie była to żadna choroba stwierdzona medycznie.Mówiliśmy tak o Nim ponieważ był energiczny.Często nie mógł usiedzieć w miejscu.Z zamyśleń wyrwał mnie głos Zayna.
-Żyjesz?
-Tak.Zamyśliłem się po prostu.
-Też tęsknię za Liamem, Louisem i Niallem. Musieliśmy coś poświęcić żeby teraz być na tej pozycji,na jakiej jesteśmy.
Smutno przytaknąłem i poszliśmy pod salę.Cały czas w mojej głowie były wspomnienia z naszych wspólnych wakacji.
*
-Co robisz?
-Podlewam kwiatki przed domem,a co nie widać?
Odpowiedział Zayn nawet nie patrząc w moją stronę.
-Więc pewnie nie możesz nigdzie wyjść?
-Właśnie nie bardzo.Szkoda.
-Wcale nie.
-Nie chcesz spędzać czasu z Malikiem?
Chłopak zrobił minę smutnego dziecka.
-Chcę i dlatego ściągnąłem całą resztę.
Powiedziałem,a zza rogu wyszła cała trójka. Zayn machnął wężem ogrodowym oblewając nas tym samym zimną wodą. Zaczęliśmy ganiać się po ogródku.Po około godzinie bieganiny upadliśmy na przesadnie podlany trawnik.Byliśmy cali w błocie.
-Matko kochana Zayn! Prosiłam Cię żebyś podlał trawnik,a nie zrobił z niego basen!
*
wtorek,10.09.2013
Oczami Zayna
Usiadłem jak zwykle w ostatniej ławce. Lekcja geografii należała do najnudniejszych. Oparłem się na krześle i pogrążyłem w zamyśleniu.
*
-Szykuj się Zayn bo tak łatwo nie odpuszczę.
-Czego nie odpuścisz?
Do stolika podeszła kelnerka. Odstawiła tackę z masą jedzenia na stoliku.
-Zaraz przyniosę resztę.
Kobieta szeroko się uśmiechnęła.
-Ale jak to resztę?
-No chyba nie myślałeś,że się najem taką ilością!
-Gdzie Ty to mieścisz,Niall?
-Nie gadaj tylko jedz!
Pokręciłem z rezygnacją głową i zrobiłem pierwszego gryza.
*
-To nie wypali,Harry.
-Spokojnie. Mam plan.
-Ty i te Twoje plany. Jeden na sto wypala.
-Nie marudź.
-To nie jest dobry pomysł.
-Chcesz iść na taką prawdziwą imprezę?
-No tak,ale...
-W takim razie mi pomóż!
-Może jednak odpuść,co?
-O nie,Zayn! Ja tak łatwo nie odpuszczę.
Usłyszeliśmy za sobą chrząknięcie.
-Harry...
-Mama? Co Ty tu robisz?
-Raczej co TY tu robisz.
*
-Więc jeszcze raz...
-Błagam Cię Louis. Nie mam już siły!
-W takim razie jak planujesz napisać jutro ten sprawdzian?
W pokoju rozległ się dzwonek mojego telefonu.
-Halo?
-Hej Zayn. Co robisz?
-Próbuję się uczyć z Louisem na jutrzejszy sprawdzian z fizyki.
-Jutro jest wolne...
*
Na mojej ławce wylądował zwinięty kawałek papieru. Rozejrzałem się po klasie zatrzymując swój wzrok na uśmiechniętej blondynce. Odwinąłem papierek i przeczytałem jego zawartość.
Nie śpij ♥
Zaśmiałem się.
-Panie Malik,może pośmiejemy się razem.-Najgorsze w nauczycielach jest to,że myślą,że są fajni. Te ich głupkowate teksty.
-Nie sądzę.-Burknąłem pokazując facetowi,że wcale nie mam ochoty rozwijać tematu.
wtorek,11.09.2013
Oczami Louisa
Leżałem na łóżku i czytałem książkę. Usłyszałem głośny pisk. Przewróciłem oczami,wstałem i powędrowałem w stronę pokoju skąd dochodziły krzyki.
-Możesz przestać krzyczeć?! Próbuję się uczyć.-Zapytałem Eleanor stojącej na łóżku.
-Tam jest mysz!
-Co?! Jaka mysz?- Podszedłem do miejsca,które wskazała dziewczyna. Był tam tylko i wyłącznie malutki chomik.
-Nie dotykaj tego!
-To. Jest. Chomik. -Wziąłem zwierzątko na dłoń i wyszedłem z pokoju. Zaniosłem je Mattowi,dziesięcioletniemu synowi gospodarzy. Zadowolony z siebie wróciłem do nauki.

===========================================
Jeżeli ktokolwiek to w ogóle czyta: PRZEPRASZAM.
Zawieszam opowiadanie na rzecz mojego pierwszego bloga. Akcja w Nim rozwinęła się na tyle,że motywuję się dalszego pisania. W przypadku tego opowiadania,takowej nie mam. Dowodem jest dopiero czwarty rozdział. Poza tym nic się nie dzieje. Miałam plan na to opowiadanie,ale nie potrafię napisać nic co mogłoby rozwinąć wydarzenia. W związku z tym serdecznie zapraszam do lektury opowiadania All I Want Is My World . W nim również są chłopcy z One Direction. Przepraszam,ze kończę to w tak beznadziejnym momencie,ale nie umiem skończyć tego inaczej. Szczerze wątpię,że kiedykolwiek napiszę tu coś jeszcze. Do widzenia, Seula :(

piątek, 8 listopada 2013

Rozdział 3

Rozdział 3

poniedziałek,09.09.2013
Oczami Nialla
 Kiedy miałem się schylić żeby ją podnieść ktoś mnie uprzedził.Spojrzałem na tą postać,a moim oczom ukazał się błękit oczu blondynki.
-Dzięki.-Podziękowałem dziewczynie,która obdarowała mnie uprzejmym uśmiechem.
-Nie ma za co.Jestem Emily.
-A ja...
-Oj,Emily. Zostawiłam Cię na pięć minut,a Ty już ruszyłaś na podbój serc!-Obok Emily stanęła niska brunetka i śmiejąc się w najlepsze założyła ręce na piersiach.
-Madison Elle Beer!-Powiedziała poirytowanym,upominającym głosem zwracając się do jak mniemam Madison.
-Emily Jordan Osment!Oznajmiam Ci,że masz dobry gust.No popatrz tylko na te blond włoski i niebieskie oczy.Pasujecie do...-Emily zatkała jej usta dłonią chcąc powstrzymać ją przed kontynuowaniem wypowiedzi.-Okej,okej.Zrozumiałam przekaz.Zamknę się,ale to nie zmienia faktu,że dzieci twoje i...Tak w ogóle jak masz na imię?-Zwróciła się do mnie marszcząc brwi.
-Niall.
-Niall?
-Tak.Niall James Horan.
-Fajne imię.Takie wyjątkowe.Nudzi mi się.Emiiiilyyy...
-O nie Madison!Nie mam zamiaru po raz kolejny się narażać!Na mnie nie licz.
-Nie to nie.Niall mi pomoże prawda?
-Ale o co chodzi?
-Widziałeś może gdzieś Harrego i Zayna?No wiesz Stylesa i Malika.
-Poszli tam.
-No to na co czekamy?Idziemy złożyć im wizytę!
-Madison!-Syknęła Emily.Do naszych uszu dobiegł dźwięk dzwonka.Powolnym krokiem skierowaliśmy się w stronę sali.

-Mogę zobaczyć jak to jest chodzić o kulach?-Zapytała Madison patrząc na mnie oczami uroczego szczeniaka.

-Dobra,ale to nie jest takie łatwe.-Oparłem się o ścianę i podałem kule dziewczynie.Wspierając się na nich,podkuliła nogi i zaczęła się "bujać".
-To wcale nie jest takie trudne jak się wydaje.-Powiedziała prostując nogi.Obejrzała się w bok,a na jej twarzy zagościł wielki,cwaniacki uśmiech.-Gotowi?
-Gotowi na co?-Zapytałem nie wiedząc o co chodzi.Po chwili za dziewczyną przeszedł Harry i Zayn.Madison machnęła rękę z kulą w tył,w wyniku czego Harry oberwał prosto w twarz.Malik okazał się zwinniejszy i uniknął ciosu.Styles upadł na podłogę i złapał się za twarz.Ledwo powstrzymywałem wybuch śmiechu.Beer uśmiechnęła się tryumfalnie i oddała moją własność.Zayn pomógł wstać loczkowi,który natychmiast podszedł do Madison.
-Ostrzegałem Cię Beer...-Warknął do dziewczyny,która nie przejmowała się tym,że zadarła właśnie z wiele wyższym i silniejszym od siebie chłopakiem.
-Dokładnie to 33 razy od początku roku.
-Igrasz z ogniem.
-Nie rozpędzaj się Styles.-Syknąłem ostrzegawczo w jego stronę.
-Kim ty jesteś żeby mi rozkazywać?Moją matką,ojcem,bratem?
-Myślałem,że jestem Twoim przyjacielem.Ty moim nadal jesteś,ale mnie zastąpiłeś sobie innymi.Ciebie też to się tyczy Malik.
-To nie tak...
-A jak?Zmieniliście się...To,że Louis i Liam wyjechali nie oznacza przerwy w przyjaźni.Przynajmniej dla mnie.
-Chcę Ci to wyjaśnić!
-A ja chcę dawnego Harrego i Zayna!I jeszcze jedno.Odczep się od Madison i Emily.-Chłopak prychnął kpiąco.
-Bo co?
-Bo to.-Powiedziałem i machnąłem kulą wprzód w efekcie czego dostał w...Sami się domyślcie.Odwróciłem się i wróciłem na swoje dawne miejsce.
-Myślę,że muszę Ci coś wyjaśnić.Wkurzanie elity to moja działka.-Powiedziała poważnym tonem brunetka.
-Niech Ci będzie.-Zaśmiałem się pod nosem na co Emily pokręciła głową z rezygnacją.
-Kolejny nieopanowany...
-Za to ty jesteś bardzo opanowana.
-Ktoś musi...


poniedziałek,09.09.2013(wieczór)
Oczami Liama
 Dopisałem ostatnie zdanie pracy domowej i zamknąłem zeszyt.Zgasiłem małą lampkę nad biurkiem.Wstałem i usiadłem na łóżku układając laptopa na kolanach.Otworzyłem go po czym zalogowałem się na Skype.Po upływie sekundy na ekranie wyświetlił mi się komunikat,że Niall chce się ze mną połączyć.Nacisnąłem zieloną słuchawkę,a na ekranie pojawiła mi się jak zawsze rozradowana twarz Irlandczyka.
-Liam!-Krzyknął tak głośno,że musiałem zatkać uszy.
-Też się cieszę,że Cię widzę leprokonusie*!
-Przestań tak na mnie mówić.Tyle razy Ci powtarzałem,że...
-No już dobrze.Nie płacz mi tutaj.
-Zobaczymy kto tu będzie zaraz płakał!-Powiedział i przystawił do kamerki łyżkę.Nie wiem czemu,ale się ich boję od dzieciństwa więc zacząłem uciekać odkładając laptopa na biurko.Oczywiście nie obeszło się bez krzyku.
-Już możesz wyjść.-Powiedział,a właściwie wydukał przez śmiech zadowolony z siebie Horan.Wstałem i spojrzałem na ekran.Nie było na niej łyżki tylko bordowa ze śmiechu twarz Nialla.
-Nie licz,że jeszcze kiedyś pójdę z tobą do Nando's!
-Daddy nie gniewaj się!
-Nie nazywaj mnie tak!
-Jak przestaniesz się gniewać o tą łyżkę to przestanę.
-Niech Ci będzie.
-No to teraz opowiadaj jak w nowej szkole.Masz już jakieś nowe koleżanki?-Zapytał ruszając śmiesznie brwiami.
-Niall ja się przyjechałem tu uczyć,ale...
-Aha!Czyli jednak tak!Liam się zakochał,Liam się zakochał,Liam się zakochał...
-Wcale nie!
-Wcale tak!
-Nie ma takiego zwrotu jak "wcale tak".
-No to już jest.Liam się zakochał,Liam się zakochał...
-Przestań!
-Liam się zakochał.Nie zamierzam.Liam się zakochał...-Kontynuował skacząc po łóżku.-Liam się zakochał.A ładna jest przynajmniej?Liam się zakochał...
-Jak się zamkniesz to Ci powiem.
-I tak mi powiesz.
-Wcale nie!
-Wcale...To znaczy właśnie,że tak!
-Nie!
-To niby komu powiesz jak nie mi?
-Jest jeszcze Louis,Harry i Zayn.
-Nie sądzę,żeby Harry i Zayn chcieli rozmawiać z kimś tak mało "fajnym" jak my.-Wymamrotał siadając z powrotem przed laptopem.
-Co masz na myśli?
-Nic.Zupełnie nic.-Powiedział robiąc sztuczny uśmiech.
-Przecież widzę,że coś Cię gryzie...
-To powiesz mi w końcu co to za dziewczyna?-Niall tradycyjnie zmienił temat.Zawsze tak robił jak coś go dręczyło,ale nie chciał mi powiedzieć.
-Powiem Ci jak się dowiem o co chodziło.
-Czyli chyba nigdy się nie dowiem...-Westchnął udając zawiedzionego.
-Niall,kolacja!-Usłyszałem głos mamy Nialla po drugiej stronie.
-Zjem potem.Rozmawiam z Liamem.
-Idź na tą kolacje bo jeszcze mi tutaj z głodu skonasz i będę miał Cię na sumieniu.-Zaśmiałem się,a blondyn zakończył rozmowę i jak się domyślam w błyskawicznym tempie znalazł się za stołem.Co jak co,ale żarłoczny to on był.Wziąłem głęboki oddech.Może od Louisa się czegoś dowiem.Znalazłem go na liście kontaktów Skype i nacisnąłem przycisk zaczynający rozmowę.
-Co jest?Niall poszedł na kolację?
-Skąd wiedziałeś?
-To proste.Przed chwilą był dostępny.Na pewno ze sobą gadaliście i dlatego nie dzwoniłem.Bez powodu byście nie przerywali.
-Widzę przed tobą świetlistą przyszłość detektywa.
-A ty napiszesz o mnie książkę "Detektyw Louis Tomlinson : W pogoni za marchewkami"!
-To może już zacznę.
-Wracając do Nialla.Co u Niego?
-Właśnie myślałem,że ty coś wiesz na ten temat...
-Nic Ci nie powiedział?
-Właśnie nie,ale jestem pewien,że coś jest nie tak.
-Ja tam nie wiem.To ty jesteś jego najlepszym przyjacielem.
-A rozmawiałeś może z Harrym albo Zaynem?
-Zayn nie odpisuje,a Harry odpowiada tylko "tak,nie,nie,tak,nie wiem",a jego najlepiej zbudowana wypowiedź brzmiała "Co u Ciebie słychać?"
-Ta sprawa śmierdzi na kilometr...
-Pewnie Zayn się nie umył.
-To była przenośnia tępaku...
-Przecież wiem,a ty mnie od razu przezywasz...Czuję się urażony!
-Ty i ta twoja duma...
-Przynajmniej ją mam.
-Sugerujesz coś?
-Ja?Nie!Um,muszę kończyć bo mam ważną misję do wykonania...
-Detektyw Louis Tomlinson rusza w pogoni za marchewkami?
-Coś w tym stylu...
-Powodzenia.-Powiedziałem na odchodne i nie czekając na odpowiedź rozłączyłem się.

Oczami Louisa
 Szybko rozłączyłem się z Liamem. Ostatnio zyskałem nową pasję. A mianowicie wkurzanie Eleanor. Poszedłem do jej pokoju,w którym było zgaszone światło.Dziewczyna brała akurat prysznic.Co ją najbardziej wkurza?To było podłe,ale cóż.We dwójkę działamy sobie na nerwy i robimy wszystko żeby irytować tą drugą osobę.Postanowiłem sięgnąć po drastyczne środki.Ściągnąłem koszulkę i położyłem się na łóżku.Wziąłem jej telefon,do którego znałem kod i zacząłem grać w gry.Cztery rzeczy,które ją najbardziej wkurzały:jak jestem bez koszulki i niby się przechwalam co to nie ja,leżenie na jej łóżku,dotykanie jej telefonu i ogólnie wchodzenie do jej pokoju.Usłyszałem chrobotnięcie zamka od łazienki.Drzwi się otworzyły.Eleanor zapaliła światło i krzyknęła z przerażenia.
-4:3 dla mnie.
-Po pierwsze załóż tą koszulkę.Po drugie spadaj z mojego łóżka.Po trzecie zostaw mój telefon.Po czwarte wyjazd z mojego pokoju.A po piąte...-Dziewczyna wyszła i wpadła do mojego pokoju.Szybko wstałem i pobiegłem na miejsce.Calder stała przy otwartym oknie trzymając coś za plecami.-Po piąte powiedz marchewkom "do widzenia".-Powiedziała i wyjęła zza pleców moje marchewki.Zanim zdążyłem zareagować wyrzuciła je za okno.Był tam park więc nie musiała się obawiać,że ktoś dostanie w głowę.Ruszyła w stronę wyjścia.Mijając mnie powiedziała cicho "4:4 dla mnie".Coś czuję,że będzie ciekawie.

Oczami Liama
Znudzony samotnym siedzeniem w domu postanowiłem wyjść na spacer.Spacerowałem ulicami miasta cały czas myśląc o przyjacielu. Niall nigdy bez powodu nie był smutny.Musiało się coś stać,ale on próbuje to ukryć.Przede mną nie uchroni żadnej tajemnicy.Ma swój sekret,a ja go odkryję.Obiecuję sobie to.
-Nie boisz się chodzić o tej porze sam po mieście?-Usłyszałem ten głos.Na jego dźwięk lekko się wzdrygnąłem.Podniosłem wzrok i zobaczyłem rozwiane loki dziewczyny i uśmiechniętą twarz.
-Mógłbym Cie zapytać o to samo.-Obdarowałem ją ciepłym uśmiechem.
-Coś się stało?Wyglądasz na zmartwionego...
-Wie wiem co mam o tym myśleć.Gdybym chociaż wiedział o co chodzi mógłbym mu pomóc,wesprzeć Go...
-Kogo?
-Nieważne.Nie chcę żebyś zaprzątała sobie głowę naszymi sprawami.
-Mi możesz powiedzieć.
-Problem w tym,że sam nie wiem co się stało.A Ty?Co robisz o tej porze tutaj?
-Nie mogłam usiedzieć w domu.Cały czas myślałam,ale w domu nie mogłam się skupić.
-Może wpadniesz do mnie?To znaczy do domu mojej ciotki bo mieszkam u niej.
-Nie chcę Ci robić problemu.
-Zrobię naleśniki,gofry,kakao i gorącą czekoladę.
-Kusisz Payne.
-W takim razie zapraszam do mnie Peazer.Tylko zadzwoń do rodziców,że wrócisz przed dziesiątą.
-To nie jest zabawne.
-A mimo to się uśmiechasz.
-Jakoś tak samo się uśmiecha.
-Też miałem taką "godzinę policyjną".
-A teraz już nie masz?
-Po pierwsze rodzice są w Miami,ale nadal mnie kontrolują.Ciotka okazała się na tyle fajna,że mnie kryje i cała filozofia.-Doszliśmy do "mojego" domu.Przepuściłem ją w drzwiach.Moja tymczasowa opiekunka była w delegacji więc byliśmy sami.Zaprowadziłem Dan do kuchni.Sam zabrałem się za przygotowywanie gorącej czekolady i naleśników.
-Mam pytanie.
-Jakie?
-Ale obiecaj,że odpowiesz.
-Obiecuję.
-Jaka była najbardziej szalona rzecz jaką kiedykolwiek zrobiłeś i z kim to zrobiłeś?-Jedno pytanie,a w głowie pojawia się milion wspomnień.
-Chyba nie chcesz wiedzieć co robiliśmy z Niallem i resztą...
-Chcę!
-Ale ja nie umiem wybrać jednego przypadku!
-To opowiedz kilka!
-Pewnego razu poszliśmy całą piątką do jakiejś knajpki.Tradycyjnie zamówiliśmy bardzo dużo,a jak kelnerka zniknęła za horyzontem ulotniliśmy się stamtąd.Ciekawy jestem jaką miała minę gdy to wszystko zaniosła do pustego stolika.Oczywiście już nigdy tam nie poszliśmy.Niallowi było szkoda tego jedzenia,ale cóż.Teraz Ty coś opowiedz.-Usiadłem naprzeciwko podając jej kubek gorącego napoju.
-Kiedyś jak graliśmy w chowanego weszłam do lodówki...
-Jak ty to...
-Też się zastanawiam.
-Opowiedz coś jeszcze.
-Kiedyś w centrum handlowym na wycieczce szkolnej w radiu leciała piosenka,do której mieliśmy układ na tańcach.Razem z trzema koleżankami z tych zajęć zaczęłyśmy tańczyć na środku galerii handlowej.
-Tańczysz?
-Kiedyś tańczyłam.Teraz nie mam już czasu...-Wstałem i podszedłem do parapetu stając tym samym koło Danielle.Dziewczyna chwyciła mnie za przedramię jednak szybko się wyszarpnąłem.Nie chciałem żeby to zauważyła.To była pozostałość z dawnego Liama.Teraz już go nie ma.
-Co to jest?-Przemilczałem.Myślę,że ona doskonale wiedziała,że była to blizna po cięciu się.Tak.Rozważny i opanowany Liam Payne ma blizny po samookaleczaniu się.
-Czy ty chciałeś się kiedyś...-Przełknęła głośno ślinę.Wstrzymałem oddech.Nie chciałem jej tego mówić.Bałem się,że mnie wykluczy.Tylko osiem osób o tym wiedziało:ja,mama,tata,Niall,Zayn,Louis i Harry.Myślałem,że nikt tego nie zauważa,a teraz nowo poznana osoba zauważa skrywane przeze mnie sekrety.Musiała być bardzo spostrzegawczą osobą.Bałem się zmierzyć z przeszłością.Nie chciałem do tego wracać.Coś wewnątrz mówiło mi,że muszę odpowiedzieć na to pytanie.-...zabić?


*Leprokonus (ang. Leprechaun) – krasnolud, przedstawiany zwykle bardzo elegancko, w krótkich płaszczach z siedmioma rzędami guzików, ubrane na zielono lub bordowo, bardzo bogato. Ich atrybutem są małe latarenki. Leprokonusy znane są ze swych żartów, uchodzą za wiecznych psotników. Podobno posiadają różne drogocenne rzeczy i strzegą skarbów. Nie łatwo ich wykołować, są bardzo sprytne. Leprokonusy są maskotkami irlandzkiej drużyny quidditcha.Zawsze noszą przy sobie garnki ze złotem, którymi obdarowują kibiców. Niestety złoto leprokonusów jest bezużyteczne, gdyż znika po jakimś czasie.

Od autorki:Kończenie tego rozdziału przyniosło mi sporo bólu fizycznego i emocjonalnego.Fizyczny ponieważ siostra kopnęła mnie w rękę  i bardzo boli mnie palec wskazujący u prawej ręki,a bez niego nie jestem w stanie posługiwać się klawiaturą więc musiałam przeboleć.Ten drugi dlatego,że w moim opowiadania Liam się kiedyś ciął.Nie wiem co mnie natchnęło na takie coś,ale myślę,że wyniknie z tego coś ciekawego.Rozbudowane konflikty wewnętrzne,sprzeczność serca i rozumu,itp.Do następnego,Seula <3




Story of My Life <3